Pracownicy chcą zarabiać jak najwięcej, a pracodawcy szukają obniżenia kosztów. Czy ich interesy da się pogodzić? To zależy :-)

Dziś będzie o pieniądzach, ale nie tych wydawanych tylko tych zarabianych. Co się najbardziej opłaca? Etat, etat z wyższymi kosztami uzyskania przychodu, umowa o dzieło czy może własna działalność gospodarcza?

Jesteś na etacie i zastanawiasz się ile byś zyskał przechodząc na własną działalność gospodarczą? Masz jednoosobową firmę i za swoją pracę wystawiasz fakturę, a dostałeś właśnie propozycję przejścia na etat i nie wiesz jakiego wynagrodzenia oczekiwać? Przed Tobą oferty pracy z różnymi formami zatrudnienia i nie masz pojęcia, jak je ze sobą porównać? Jeśli odpowiedziałeś twierdząco choć na jedno z tych pytań, to ten artykuł jest dla Ciebie :)

Dlaczego warto myśleć o umowach “śmieciowych”?

Pracodawcy szukający obniżenia kosztów coraz częściej proponują pracownikom przejście na własną działalność gospodarczą, czyli tzw. samozatrudnienie lub pracę w ramach umów o dzieło lub zlecenie. Media i politycy przypięły tego typu umowom negatywną metkę “umów śmieciowych” i próbują nas przekonać, że taka forma zatrudniania to zło. Ja fundamentalnie się nie zgadzam z takim jednokolorowym przedstawianiem rzeczywistości. Oczywiście są różni pracodawcy i niektórzy próbują minimalizować koszty w krzywdzący dla pracowników sposób, ale warto też dostrzegać plusy takich form zatrudnienia. Ja, jako świadomy posiadacz tego typu umów, z satysfakcją patrzę na swoje zarobki na przestrzeni ostatnich 20 lat oraz optymalizację podatkową, którą w tym czasie stosowałem.

Zresztą nie jestem jedyny. Dzisiaj miejsce na blogu oddaję Januszowi Szczuchniakowi – mojemu znajomemu, z którym przez kilka lat miałem okazję współpracować w tej samej firmie. Janusz obecnie realizuje się z powodzeniem jako lider zespołów programistycznych i projektowych. I jak zobaczycie w tym wpisie – potrafi naprawdę dobrze rozpracowywać złożone tematy, np. opłacalność etatu i samozatrudnienia.

Dla jasności: artykuł w żaden sposób nie wartościuje konkretnych form zatrudnienia. Staraliśmy się obiektywnie pokazać ich plusy i minusy od strony finansowej – w myśl zasady, że najlepszym sposobem oszczędzania jest zwiększanie przychodów.

Jak odkryłem różnicę pomiędzy wynagrodzeniem brutto a netto

Zanim przejdę do porównania różnych form współpracy z pracodawcą, muszę się do czegoś przyznać. Podczas moich studiów znalazłem sobie pracę na pół etatu związaną z moim kierunkiem edukacji – informatyką. Byłem przeszczęśliwy mogąc jeszcze w trakcie studiów zdobywać praktyczną wiedzę w moim przyszłym zawodzie. Niestety wtedy nie tylko byłem “zielony” w świecie IT, ale również nie miałem pojęcia o rynku pracy i sposobie naliczania wynagrodzenia.

Otóż po pozytywnym przejściu rekrutacji w pewnej firmie nadeszła pora na poważną rozmowę i pytanie o oczekiwane przeze mnie wynagrodzenie. Na odpowiedź byłem dobrze przygotowany (a przynajmniej tak mi się wydawało). Miałem kilka dni na oswojenie się z myślą, że firma ta chce mnie zatrudnić. Moją pierwszą pensję zdążyłem w myślach wydać już pewnie ze trzy razy, jeszcze przed finalnym uściskiem dłoni i słowami “Witamy na pokładzie”. Podczas spotkania z moim przyszłym pracodawcą, dosyć pewnie powiedziałem oczekiwaną przeze mnie kwotę. Kwotę wydaje mi się bardzo rozsądną, gdyż priorytetem było wówczas dla mnie zdobycie doświadczenia, a nie pierwszego miliona :). Jednak pytanie pani z działu HR rozłożyło mnie na łopatki: “brutto czy netto?“.

Wiem, że pewnie u Ciebie pojawia się w tej chwili uśmiech na twarzy i zastanawiasz się, jak można tego nie wiedzieć. Ale bądź dla mnie wyrozumiały, dopiero co zacząłem studia. Do tego pamiętnego dla mnie spotkania większość kasy, jaką dostawałem, była od rodziców, nieopodatkowana i nieo-ZUS-owana :). Mój przyszły szef, szczwany lis, od razu dostrzegł moje zakłopotanie i wykorzystał je, dopowiadając “no oczywiście że brutto, tak?“.

Tagi: praca, samozatrudnienie, wynagrodzenie, brutto, netto, pieniądze.