Kiedy wyjeżdżałam na pierwszy wolontariat pojęcie „canned hunting” było mi obce. Wówczas prawie się nie mówiło o polowaniach na lwy hodowlane. Obecnie problem jest powszechnie znany.

W samym RPA jest 160 farm, na których hoduje się lwy. Wedle szacunków w tym kraju więcej tych dzikich kotów (ok. 5 tys.) żyje w niewoli niż na wolności (ok. 2 tys.). Mimo iż właściciele farm zapewniają, że nie sprzedają zwierząt na polowania, inaczej sądzą przedstawiciele grup działających na rzecz ochrony dzikich zwierząt.

Do nagłośnienia tego niechlubnego przemysłu przyczynili się sami myśliwi, którzy zaczęli się chwalić w mediach społecznościowych zdobytym trofeum – zabitym lwem czy innym zwierzęciem. Ich zdaniem przyczyniają się w ten sposób do ochrony dzikich zwierząt. W jaki sposób? Ano zabijając specjalnie po to wyhodowanego lwa, zamiast żyjącego na wolności. Nie dość, że jest to okrutne, to w żaden sposób nie wpływa na poprawę sytuacji wolno żyjących lwów. Ich populacja nadal drastycznie maleje – w ostatnich dwudziestu latach o 80 proc. Jednocześnie rośnie liczba zabitych dla trofeum zwierząt – w latach 2001-2006 z RPA wywieziono ponad 1,8 tys. trofeów z zabitych lwów, w kolejnych 5 latach liczba ta wzrosła o 122 proc. do ponad 4 tys.

Tagi: lwy hodowlane, polowania, canned hunting, RPA.