„To zły zwyczaj – pożyczać”?! Słowa piosenki Sylwii Grzeszczak mogą dać do myślenia nie tylko nastolatkom, ale również przeciętnym zjadaczom chleba, szczególnie gdy codziennie atakowani są reklamami fantastycznych pożyczek gotówkowych, które zaspokoją ich najbardziej wyrafinowane potrzeby. A jak to wygląda w rzeczywistości?

W rzeczywistości banki oddałyby wszystko aby znać nasze potrzeby w czasie i miejscu, innymi słowy banki wierzą, że gdy poznają nasze potrzeby będą w stanie dostarczać nam produkty „Just-in-time”. Pytanie tylko czy jest to możliwe skoro połowa populacji sama nie wie czego chce, ale nie spocznie dopóki tego nie osiągnie. Odpowiedź jest tylko jedna – tak jest to możliwe tak długo jak jesteśmy klientami banku. Czy jest to możliwe teraz? Tak jest to możliwe i w Polsce obserwujemy już pierwsze przykłady pewnych rozwiązań charakteryzujących się automatyzacją składania ofert. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero początek. Widać to po decyzjach banków o tworzeniu dedykowanych zespołów, których kompetencje zahaczają o magiczny slogan „BIG DATA”, ogłoszeniach o pracę na stanowiska Data Mining Analyst itp.

Wracając do rzeczywistości. Obecnie sytuacja wygląda tak, że banki przedstawiają swoich Klientom (niejednokrotnie w sposób bardzo nachalny i intruzywny) idealnie (według nich) dopasowane (skrojone na miarę) produkty lub usługi. Tok rozumowania jest zupełnie idiotyczny, tzn. daję ofertę kredytu osobie, która ma pieniądze na koncie, bo taka osoba na pewno mi ten kredyt spłaci, i tak w koło Macieju. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że obydwie strony tego procesu prędzej lub później napełniają się frustracją. Klienci, że co tydzień w sobotę o 8 rano dostają telefon z propozycją pożyczki, bankowcy, że konwersja cały czas spada (innymi słowy sprzedają coraz mniej kredytów).