Kolejny tydzień procesu Oscara Pistoriusa i dalej nie ma odpowiedzi, co tak naprawdę się stało nad ranem 14 lutego ubiegłego roku.

W sadzie toczy się pojedynek dwóch doskonałych profesjonalistów. Obrońcy Pistoriusa, Barry Roux’a i prokuratora Gerry Nel’a. Obydwaj bardzo dobrzy. Obydwaj bardzo znani w profesjonalnym świecie. Obydwaj nastawieni na wygraną, dążący do niej… no cóż… po trupach przestaje być alegoria w tym przypadku. Po wstępie Gerry Nel’a prezentującego prezentującego szokujące wyniki sekcji zwłok Reevy, które samego Oscara doprowadziły do mdłości, czas na występ obrony. I to nie byle jaki. Bo Barry Roux obnaża wszystkie niedociągnięcia, wszystkie luki i nieścisłości w przedstawionych dowodach. W zabezpieczaniu śladów. W procedurach dokumentowania zdjęć. Nagle, tak szczegółowo dobrane dowody wydaja się zupełną porażką. Ale takie jest prawo. Dowody maja być dowodami, a nie zlepkiem rzeczy zebranych przypadkiem gdy się komuś o nich przypomniało. Owszem, czasem zebranie dowodów zajmuje czas – ale nie wtedy, gdy teoretycznie powinny być one zabezpieczone i dostępne w jednym miejscu.

A o tym, że w ten sposób zostały zebrane świadczy wiele – nieścisłości w czasie robienia zdjęć, znaki, które istnieją na jednych zdjęciach, a na innych zostały w dziwny sposób usunięte. Przedmioty, które zmieniły pozycje, mimo, ze nikt nie miał prawa ich dotykać. Barry Roux jest jeszcze bardziej bezlitosny dla tych dowodów, niż był dla świadków.

Tagi: Oscar Pistorius, dowody, proces, obrona.