Czy zwierzak może wyleczyć z alergii? Lekarze twierdzą, że nie – wręcz przeciwnie. W moim domu stało się inaczej. Co na to amerykańscy naukowcy?

Syn urodził się z alergią. W rodzinie zero takich osób, a więc zero doświadczeń. Szczęśliwe babcie podłożyły dzidziusiowi podusię z pierza, a ja przez następne dwa lata codziennie znajdowałam ją rano we krwi. Krew leciała dziecku z nosa ciągle. Nie zliczę, ile wydałam na lekarzy.

W końcu znalazł się jakiś mądry, który orzekł krótko: alergia. Na pierze, pyłki każdego rodzaju, sierść zwierząt, ale głównie na roztocze. Prałam więc bądź mroziłam zabawki, sprzątałam „na mokro”, spryskiwałam kanapy, łóżka, dywaniki antyalergicznymi płynami w aerozolu, a małemu podawałam leki i ciągle coś tam psikałam mu do nosa.

O czym piszę, wie każda mama alergicznego dziecka.

Lekarze podkreślali: zero zwierząt w domu.

Córka, bez alergii, od małego chciała być weterynarzem. Pluszaki spały pod kroplówkami, inne miały przeprowadzane operacje na otwartym brzuchu, a gdy na dworze lało, mała przytulała się do przybłęd na podwórku, by im nie było zimno i smutno.

Gdy rybki i ślimaki przestały jej do szczęścia wystarczać, przyniosła do domu chomika. Mamy, uwaga! Tak to się zwykle zaczyna!

Jak tu wyrzucić chomika z domu? Po paru tygodniach chomików było już kilkanaście, bo przyniesiony okaz okazał się chomiczką w ciąży.

W tym czasie syn był odczulany na roztocze. Pani doktor za każdym razem podkreślała: mam nadzieję, że w domu nie ma zwierząt. Kłamałam. Za którymś razem z synem do lekarza poszła moja mama, a że jej się buzia nie zamyka, „wymsknęło” jej się, że jest inaczej.

Dostałam od lekarki burę („nigdy się nie godziłam, by mój syn alergik miał psa, i jak się ode mnie wyprowadził, to pierwsze co zrobił, to kupił wielkiego owczarka – mówiła mi, gdy siedziałam u niej i ze wstydu nie wiedziałam, gdzie oczy podziać – ale to już był dorosły człowiek i nie miałam wpływu na jego wybory. Póki dziecko jest małe, to rodzic bierze za nie odpowiedzialność!”), a chomiki powędrowały do babci na strych, za to, że miała długi język.

Po dwóch latach odczulanie dobiegło końca. Z alergią na kurz było lepiej (nie musieliśmy już wychodzić po godzinie z imprezy, bo pani domu nie starła kurzy), ale pylenie drzew i traw dalej było makabrą.

I wtedy w naszym domu pojawił się pies. Zgodziłam się na to w chwili słabości. Córka, po trzech latach próśb, wiedziała, jak mnie podejść…

Tagi: alergia, pies, odczulanie, lek na alergię