Od kilku dni tkwię, jak co roku zresztą, w temacie powstańczym. 1.08 o godzinie 17-tej w całej Warszawie zawyły syreny, a ja pomyślałam, że 69 lat temu mój szesnastoletni wówczas stryj zbiegł po schodach bloku Morszyńska 5, by nigdy nie wrócić do domu. Zginął, jak setki jego rówieśników. Zanim jednak to nastąpiło brał udział w walkach o Pałac Blanka, PASTę i Stare Miasto. Jak wyglądał jego przeciętny powstańczy dzień? Co wtedy jadł? Gdzie spał? Niewiele na ten temat wiadomo.

W relacjach, wspomnieniach częściej spotyka się historie gdzie kto strzelał, czy miał broń, kogo zabił i tak dalej… Mało osób zajmuje się i zajmowało prozą powstańczego życia. Jak radziły sobie dziewczyny z miesiączką w tamtych dniach? Pytałam kiedyś, zresztą na prośbę jednej z czytelniczek. Okazało się, ze rwały kompresy gazowe, koszule na strzępy, a czasem prześcieradła, jak w powstaniu listopadowym szarpie. Gdzie załatwiano potrzeby fizjologiczne? Bywało, że i na podłogę piwnicy, a nawet pokoju i często w obecności innych ludzi. Bo zagrożenie likwiduje niektóre bariery. Wreszcie… jak to było z czymś tak zwykłym, jak jedzenie…

Od bardzo dawna, od niepamiętnych czasów sięgających chyba jeszcze dzieciństwa, zastanawiam się, kto i kiedy zjadł kotka, którego trzyma na słynnym zdjęciu Eugeniusz Lokajski. Bo w to, że ów kot powstanie przeżył, jakoś nie wierzę.