W świadomości osób zainteresowanych tematem, zakorzeniło się przeświadczenie o nieuchronnym kataklizmie, który spopieli naszą planetę za jakieś pięć miliardów lat. Słońce ewoluując w stadium czerwonego olbrzyma wchłonie najbliższe planety, a nawet jeśli tak się nie stanie, to podniesie temperaturę do nieznośnego poziomu. To scenariusz naturalny i nieodwołalny. Jednakże, warto zastanowić się nad tym, czy aby na pewno Układ Słoneczny dotrwa do tego czasu w obecnie znanym kształcie.

Astronomowie badający przeszłość systemu solarnego, są niemal pewni, że u zarania prezentował się on odmiennie niż obecnie. Zanim orbity zdołały się ustabilizować, część ciał niebieskich mogła wpaść prosto na Słońce, inne się ze sobą zderzały (w toku takiej kolizji powstał m.in. nasz Księżyc), a jeszcze inne zostały wyrzucone w przestrzeń. Warto tu wspomnieć choćby o teorii Davida Nesvorny’ego, zakładającej, że z grawitacyjnej smyczy urwała się niegdyś masywna planeta, zapewne należąca do klasy gazowych olbrzymów.

Z naszego punktu widzenia – istot żyjących zaledwie sekundę w kosmicznej skali czasu – może się wydawać, że tego typu zdarzenia to zamierzchła przeszłość, a obecny Układ Słoneczny stanowi zwarty i bardzo dobrze skalibrowany mechanizm. Niestety możemy się srogo zawieść. Wszędzie wokół nas dokonują się drobne, ale liczne procesy, o wielkim znaczeniu w szerszej skali czasu.