Dostałam przedwczoraj pismo. Nosiło groźny tytuł „Wezwanie do zaniechania naruszeń”. Z treści dowiedziałam się, że jestem wzywana do „zaniechania kopiowania, zwielokrotniania Bazy Danych Firmy X w całości lub części (…) z pozyskanych przez nas informacji wynika, że jest pani w posiadaniu bazy danych, która została przygotowana przez nas dla firmy Y i została nielegalnie skopiowana i zwielokrotniona, a następnie przekazana/sprzedana dalej.(…)

W przypadku braku zaniechania naruszania praw po otrzymaniu niniejszego wezwania do zaniechania, dalsze naruszania traktować należy, jako zawinione kontynuowanie bezprawnych działań, z czym wiązać się będzie dochodzenie stosownego odszkodowania. W przypadku nie dostosowania się do niniejszego wezwania, zobowiązaniu będziemy do natychmiastowego skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego, co będzie się wiązać dla pani z dodatkowymi kosztami w postaci kosztów sądowych, kosztów adwokackich oraz ewentualnych kosztów egzekucyjnych.”

Przyznam, że mnie zatkało. O jaką bazę danych chodzi? Próbowałam dzwonić, by spytać, ale tak to jest, że ktoś wysłał mi list na 2 minuty przed końcem swojej pracy. Chyba po to, bym w nocy z wizjami sądu nie mogła spać. (Po sądach jestem, co chwilę, ciągana przez sąsiadkę-pieniaczkę, więc naprawdę na widok wezwania lub grożenia sądem miewam już czasem drgawki.)

Odpisałam, że nie prowadzę działalności gospodarczej, więc nie wiem, o co chodzi. Odpowiedź przyszła następnego dnia, ale o tym za chwilę.

Agencja medialna, która wysłała mi wezwanie, ma mnie w swojej bazie, jako dziennikarkę. Wiele lat temu prosiła o uzupełnienie swojego profilu, który stworzyła nie wiem, na jakiej podstawie, ale nie myślałam wtedy o tym. (Jestem w końcu we Who is who, Wikipedii i masie innych list, spisów, czy baz). Kojarzę, że wtedy w wyjaśnieniach napisali, że dzięki temu będę informowana o rzeczach ważnych dla mnie, jako dziennikarki.

Tagi: dziennikarstwo, dzienniakrze, cenzura, namiary.