Pamiętam Patrycję Pająk – tę Patrycję Pająk – jako sympatyczną dziewczynę z błyskiem w oku, lub jak kto woli, z kurwikami w oczach. Przyjechała „do miasta” z niewielkiej miejscowości, papuśna, świeża i roześmiana. Długie czarne włosy, ładny uśmiech, krótka sukienka. Podobnie jak pozostałe dziewczyny marzyła o koronie miss.

To było cztery lata temu. Patrycja przeszła wówczas niezauważenie, nie zdobywając żadnego tytułu. Za rok, pełna determinacji, znów jednak wystartowała i została Miss Elegancji. Tylko.

Zainteresowania? Podobne do reszty kandydatek: modeling, fotomodeling, wizaż, taniec, podróże po świecie, stylizacja, kosmetyka, aktorstwo i dziennikarstwo. Napisała, że pracowała jako prezenterka TV.

– „Chce traktować każdy dzień jak by miał być tym ostatnim i resztę życia poświecić na realizacje najskrytszych marzeń moich oraz ludzi którzy marzenia traktują jako wyobraźnie lub coś nierealnego” – napisała w kwestionariuszu. Co autorka miała na myśli? Co za różnica, grunt, że buzia ładna.

Rok temu kolega-dziennikarz opisał sprawę silikonowego biustu Patrycji Pająk ufundowanego przez jej chłopaka, policjanta ze słynnej obecnie, bo łowickiej, drogówki. Gdy go rzuciła, zażądał zwrotu pieniędzy wydanych na operację powiększenia cycków eks. Patrycja stanęła okoniem i biedny policjant musiał iść do sądu.

Sprawę podchwyciły ogólnopolskie media i z dnia na dzień Patrycja stała się „sławna”. Wyglądała już całkiem inaczej i ledwie ją poznałam na zdjęciach z sądu robionych przez kolegę.