Koleżanka przesłała mi opis takiego zdarzenia. Pasuje jak ulał do mojego wpisu na tym blogu pt. Zamiast trzeciej Zosi piąta Roksana.

Wklejam go poniżej.

„Byłam z Olą na placu zabaw w centrum miasta. 90 procent korzystających z niego to patologia, ale niegroźna. Obok mnie usiadły trzy 17-letnie mamusie z niemowlakami w wózkach (spacerowały po placu) i kobieta (około 30 lat) ze swoją matką. Młodsza nie miała z przodu zęba – jedynki, co jej nie przeszkadzało w śmianiu się od ucha do ucha i krzyczeniu na synów.

Po chwili na plac przyszła ich znajoma z synkami, też po 30-tce, waga ze 30 kilo, zero zębów w górnej szczęce, twarz sinawa, jakby obita, ubrana tanio, ale „modnie” od Chińczyków. Panie rozsiadły się wygodnie i rozpoczęły wyrafinowaną rozmowę.

Ta bez jednego zęba na przedzie spytała tę bez zębów w ogóle czy ma papierosa.

Bęzzębna: „Mam skręcanego z cygara. Teraz takie palę”.

Nadstawiłam uszu.

Jednozębna: „To poczęstuj. Ja zapomniałam wziąć, ale kupuje ostatnio takie droższe, wiesz Marlboro i LM.” Akcentując słowo „droższe” zerkała na mnie.

Bezzębna: „A czy dodajesz do tytoniu aromatu? Ja kupuję krokusa i akację”.

Jednozębna: „Spróbuj aromat mięty, jest bardzo oryginalny.”

Na to matka jednozębnej grzebiąc w torebce: „A my zafundowałyśmy sobie papierosy elektroniczne. Też z aromatem. Starczają na wiele razy.”

Matka podała córce coś w rodzaju długiego długopisu (pierwszy raz jako niepaląca coś takiego widziałam) i obie zaczęły palić. Gdy już się nagadały o tytoniach i aromatach zmieniły temat na równie wyrafinowany.

Tagi: patologia, MOPS, zasiłek, papierosy, kawa, pieniądze, dzieci, plac zabaw.