Komendant miejski policji w Radomiu podpadł swoim podwładnym. W anonimowej skardze zarzucili mu chamstwo i grubiaństwo oraz niewiarę w Boga.

Ateizm swojego komendanta policjanci wywnioskowali z wydanego przezeń rozkazu usunięcia krzyży ze ścian komendy i komisariatów. Co prawda, człowiek religijny również może uważać, że miejsce krzyża jest w kościele i prywatnym domu, a nie w urzędzie państwa oficjalnie neutralnego światopoglądowo, ale przyjmijmy, że zestresowanym policjantom to umknęło. Odprężyć się teraz nie mogą, bo, jak napisali, „potrzebują czasami w myśli się pomodlić, czy spojrzeć na świętych, aby na chwilę zapomnieć o codziennym stresie”. Nic tak nie uspokaja człowieka po strzelaninie albo pościgu za bandytą jak popatrzenie na świętego Stanisława Kostkę.

Oczywiście, jeśli jakiś obrazek może odprężyć dorosłego chłopa, to jest to fotka gołej baby i takie właśnie zdobią ściany komisariatów, a nie zakonnic z aureolkami. Policjantom generalnie, nomen omen, wisi, że krzyże przestały wisieć. Ale wiedzą, że atmosfera w kraju jest taka, że wskazując na ten fakt, mogą nielubianemu komendantowi zaszkodzić. I nie pomylili się. Już ruszyła cała nagonka, wszyscy, począwszy od bezpośrednich przełożonych a na ministrze skończywszy, zajmują się teraz ustalaniem, czy komendant miał prawo zdjąć krzyże.