Dawniej to jakaś Cyganka skradła łańcuszek z szyi przy okazji wróżąc, ile „ty, młoda damo” dzieci mieć będziesz – mojej Mamie wywróżyła prawdę, że dwoje (ciekawe, jak na to wpadła) – albo ktoś komuś podwędził portmonetkę, rower z piwnicy albo gołębie z podwórka. Teraz się kradnie w bardziej wyrafinowany sposób.

Pewna firma robi to „na artystę”.

W mojej wsi pod Warszawą przez dwa dni ludzie chodzili jak obłąkani, bo młode laski rozdawały bilety na występ kabareciarza Kryszaka – „za darmo”. Nawet mąż przyleciał z takim świstkiem myśląc, że się ucieszę na wspólne wyjście gratis, ale kazałam mu się popukać w czoło. Jako dziennikarz jestem podejrzliwa, a w dodatku nie działają na mnie – póki nie stracę rozumu, a to może przecież nastąpić w każdej chwili – żadne socjotechniczne sztuczki. Codzienny serwis policyjny, który dostajemy na redakcyjne mejle, uodpornił mnie chyba już na wszystko.

Po pierwsze: nie ma nic za darmo.

Po drugie: dlaczego z występu mogły skorzystać tylko osoby po 35 roku życia?

Po trzecie: delikatnie dawano do zrozumienia, że przed występem odbędą się warsztaty kulinarne.

Po czwarte: poszperałam w internecie. Wyszło, że najpierw będą namawiać do kupna garnków, takich, co to tańczą, śpiewają i same gotują. Komplet 4 tysiące złotych. 

Jak długo jeszcze ludzie będą się na to nabierać?