Trafiłem ostatnio na prawdziwy skarb! Skany artykułów autorstwa legendarnego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Mariana Smoluchowskiego. I nie są to bynajmniej teksty poświęcone wyłącznie fizyce.

Jedno z pism naukowca zainteresowało mnie szczególnie, zazębiając się z moimi własnymi rozważaniami na temat roli kobiet w nauce. Co prawda artykuł Smoluchowskiego pochodzi z 1928 roku, ale podniesiona w nim kwestia pozostaje niepokojąco aktualna:

Kobiety w naukach ścisłych? Wszak aż do ostatnich czasów temi naukami nie zajmowały się w ogóle nigdy i przyczynek kobiet do rozwoju jest znikomo mały. (…) Nie zajmują się matematyką, ani fizyką, ani chemją, gdyż nie są zdolne do tego, gdyż w ogóle nie potrafią myśleć logicznie! (…) Dziś zapatrywania ogółu na tę sprawę już znacznie się zmieniły. Dogmat o zasadniczej nielogiczności umysłu kobiecego przeszedł do składu starych przesądów…

Jak na złość tym pobożnym życzeniom, temat wydolności kobiecych umysłów nadal wycieka raz po raz do przestrzeni publicznej wzbudzając niemałe emocje. Oczywiście w samym zagadnieniu nie ma nic złego lub nienaturalnego, przynajmniej dopóki nie zaczniemy wyciągać zbyt pochopnych wniosków. W pułapkę „prostej opinii”, możemy wpaść chociażby przyjmując jako miernik dysproporcję liczby noblistów obu płci. Na ponad 320 nagród przyznanych w dziedzinach fizyki i chemii, jedynie sześciokrotnie sięgały poń przedstawicielki płci pięknej (Skłodowska-Curie 1903 i 1911, Joliot-Curie 1935, Goeppert-Mayer 1963, Hodgkin 1964, Yonath 2009). To zaledwie 2% z całości.

Pozwolę sobie również wyjść trochę dalej niż prof. Smoluchowski, który skupił się jedynie na obecności niewiast w naukach ścisłych. Swego czasu odwiedziłem ultrasfeminizowany Wydział Pedagogiki i Psychologii jednego z uniwersytetów. Nie przesadzę pisząc, że na jednego studenta przypadało około setki studentek – co chyba nie jest szczególnie szokujące. Ze zdziwieniem przyjąłem natomiast kartkę wiszącą obok drzwi jednego z gabinetów. Według rozpiski, wśród pracowników naukowych było kilkanaście białogłowych, głównie z tytułami magistrów i doktorów, oraz tylko jeden mężczyzna… Profesor zwyczajny i kierownik katedry. W takiej sytuacji nie mogłem sobie nie zadać pytania: jak to jest, że studenci pedagogiki stanowią ledwie zauważalną kroplę w babskiej masie, a i tak to oni sięgają po najwyższe laury? Czy prościej: dziewczyny, co wy tu do diaska wyprawiacie? Jak pokazują statystyki UNESCO takie proporcje to wręcz zasada. Według nich kobiety często przeważają liczebnie na etapie studiów magisterskich lub doktorskich, ale wśród doktorów habilitowanych spotkamy już niemal dwukrotnie więcej mężczyzn.

Tagi: nauka, kobiety, kobiety w naukach ścisłych.