W południowo-afrykańskich mediach raz po raz pojawiają się doniesienia dotyczące nielegalnych kopalni. Zazwyczaj dotyczą wypadków – obsunięć szybów, wybuchów gazu, czasem porachunków i walk pomiędzy legalnymi i nielegalnymi górnikami.

Nielegalne wydobycie istnieje od lat. Nie tylko w RPA – biedaszyby, nielegalne sztolnie czy odzyskiwanie surowców z urobisk egzystowały równolegle z legalnymi kopalniami. Zapewniały dochód najbiedniejszym w najbardziej ryzykowny sposób.

Tam, gdzie nie opłacało się już niczego wydobywać albo gdzie zawalił się szyb i nie miało sensu już go odbudowywać, zawsze znaleźli się desperaci, którzy za cenę własnego zdrowia, a często i życia, podejmowali ryzyko i wybierali resztki. W RPA wcale nie jest inaczej, tylko z racji rodzaju wydobycia “resztki” są bardziej cenne. W RPA nielegalnie wydobywa się głównie złoto, a zajmują się tym półprofesjonalni górnicy zwani Zama Zama.

Świat Zama Zama jest bezwzględny i okrutny, bo obarczony niezwykle wysokim ryzykiem. Takim, jak ich praca. Ich waluta to krew, śmierć i złoto. Pod ziemia można kupić wszystko, nawet seks – choć bardzo drogo. 3 tys rand, co jest miesięcznym wynagrodzeniem nieźle zarabiającej, pełnoetatowej gosposi w Johannesburgu. Za jeden zjazd w dół, do świata śmierci.

Ale to nie o nich będę dziś pisać, bo Zama Zama opisałam już kiedyś w artykule Egoli: klątwa złota – czyli podziemny świat Zama Zama. Dziś skoncentruję się na liczbach.

Niełatwo jest dotrzeć do liczb określających straty górnictwa RPA z powodu nielegalnego wydobycia. Wartości które widziałam zdają się być zaniżone. Dlaczego tak uważam? Jedna z kopalni w której problem jest bardzo duży, twierdzi, ze miesięcznie traci 10 milionów Euro. I to chyba liczba która zdaje się oddawać skale strat w przypadku dużej kopalni.

Tagi: RPA, złoto, nielegalne wydobycie, górnicy, pieniądze, śmierć.