„Michał, mam kilka kredytów i mam tego naprawdę dość – jak mam sobie z tym poradzić?” albo „Spisuję wydatki, ale nie wiem jak zaksięgować spłatę karty kredytowej – czy to jest wydatek czy nie?” – coraz częściej dostaję od Was e-maile z takimi i podobnymi pytaniami i problemami. Odpowiadam Wam indywidualnie, ale dzisiaj mam okazję uczynić to na szerszą skalę. Przemek, z którym wymieniam się e-mailami od jakiegoś czasu, zgodził się na opublikowanie naszej korespondencji.

Robię to z premedytacją :) Mam nadzieję, że nasza rozmowa komuś z Was pomoże :-) A może dodatkowo pokaże Wam, że nawet w niekomfortowej sytuacji, kluczowe znaczenie ma nastawienie i motywacja do brania spraw w swoje ręce.

Z góry przepraszam za miejscami niegramatyczną i skrótową formę tego artykułu – składa się on przede wszystkim z treści e-maili.

Runda 1: niewinne pytania o „księgowanie” wydatków

Nasza korespondencja zaczęła się niewinnie, ale urzekło mnie to, że Przemek wyłożył kawę na ławę. Cały list zamieszczam poniżej. To co mi się w nim szczególnie podobało, to fakt, że Przemek przyznał, że ma problem, potrafił wskazać na czym polega i sam z siebie podjął już pierwsze kroki – rozpoczął “inwentaryzację” swoich wydatków. Ale do tego przejdę za chwilę… najpierw list:

„Witam,

Od kilku dni intensywnie śledzę Twój blog i próbuje wyciągnąć z niego wskazówki dla siebie :) Podoba mi się i czytam go ostatnio w każdej wolnej chwili, w pracy również :) Nie wiem czemu tak późno tu trafiłem, ale lepiej później, niż wcale. A jeśli chodzi o moje finanse to mnie trochę sytuacja finansowa przygniotła. Rodzina, dwójka dzieci, mieszkanie i samochód na kredyt, do tego kilka kart kredytowych robią swoje – a momentami zachowuję się jeszcze jak kawaler bez zobowiązań :) Od jakiegoś czasu jednak myślę jak tu zmienić sytuację, ale efekty jak na razie mizerne. A mam tego naprawdę dość.

Od końca maja spisuję paragony (w Excelu), żeby zobaczyć gdzie ta kasa mi się rozchodzi. Zaczęliśmy z żoną planować wszystkie zakupy, co na obiad każdego dnia, żeby nie jeździć kilka razy w tygodniu do sklepu, bo wtedy dużo rzeczy się dokupowało (tak robimy teraz od lipca)-zobaczymy jaki to da rezultat. I dodatkowo wypłacamy gotówkę na każdy tydzień. Kartą zbyt szybko i impulsywnie się płaci. :)

Poza tym mamy 80 m2 mieszkanie pod Poznaniem i to też nam pożera spore fundusze. Oprócz kredytu mieszkaniowego, dość duże są opłaty, szczególnie prąd – naprawdę nie wiem gdzie to idzie. Rachunki mamy od 350 zł – do 550 zł. Dużo oświetlenia ledowego. Kupiłem nawet taki miernik poboru prądu, ale nie wiem czy to coś rozwiązało. Wiadomo sezonowo rachunki spadają.

Pytań i wątpliwości pewno będzie przybywać z czasem i doświadczeniem :) ale na początek mam parę pytań do Ciebie i będę wdzięczny za wskazówki:

1. Od kiedy mam liczyć rozchód pieniędzy, jeśli moja pensja wchodzi ok 28-30 dnia miesiąca poprzedzającego, a żony wypłata jest 1 lub 2 nowego miesiąca.

2. Co miesiąc przelewam jakieś środki na spłatę kart kredytowych. Jak mam traktować te środki? Jako spłatę kredytu? I te środki nie wracają już do obiegu (zagmatwałem? :) ) Karty będę po kolei zamykał. Od razu muszę też obniżać limit, bo już kilka razy zadłużenie wróciło. Jeśli zniszczę kartę i nie będzie możliwości płacenia to wiadomo potraktuję to jako ratę.

Ale zostawię sobie linię debetową przy jednym koncie, bo zadłużenie do 1000 zł mam nieoprocentowane. Więc myślę, że warto sobie to zostawić.

3. W banku mam taki fundusz gdzie przelewam co miesiąc określoną kwotę pieniędzy. Rozumiem, że to traktuję jako oszczędności.

4. Jak mam traktować coś co płacę ze środków, które odkładałem jakiś czas, np. ubezpieczenie samochodu. Co jest tutaj źródłem?

5. Tak jak pisałem wcześniej, część pieniędzy wypłacam z konta i płacę gotówką. Jak to odnotować w rozliczeniach? Przy paragonach pisać gotówka, a każdą wypłatę z bankomatu notować? :)

Na tą chwilę brakło mi pytań :) Z niecierpliwością czekam na odpowiedzi, bo teraz jestem już porządnie zmotywowany do poprawienia mojej sytuacji finansowej :) I cieszę się, że natknąłem się na Twojego bloga , bo odzyskałem nadzieję, że uda mi się coś osiągnąć i być może zabezpieczyć moją rodzinę pod kątem finansowym.

Pozdrawiam, Przemek”

Bardzo się ucieszyłem z konkretów. Często niestety dostaję od Was maile, w których niekiedy trudno znaleźć punkt zaczepienia. Przykładowo: ktoś mnie pyta za ile powinien wynająć mieszkanie… ale nie podaje mi nawet z jakiego jest miasta lub gdzie to mieszkanie się znajduje, w jakim jest stanie itp.