Kredyt w walucie innej niż zarabiamy, to olbrzymie ryzyko. Nie da się go wyeliminować, ale można je ograniczać stosując hedging.

W tym wpisie chcę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze rozwijam temat tego, jak mądrze posługiwać się kredytami hipotecznymi – tym razem walutowymi. A po drugie – w ramach kontynuacji cyklu “Elementarz Inwestora” – pokażę Wam wspólnie z ekspertami TMS Brokers, w jaki sposób rynek Forex oraz instrumenty pochodne mogą zabezpieczyć nas przed ryzykiem walutowym.

Jeśli oczekujesz szybkich wniosków, to brzmią one następująco: da się zabezpieczyć przed ryzykiem walutowym, ale opłacalne jest to wyłącznie krótkoterminowo (np. na najbliższe 12 miesięcy). Zabezpieczenie przed ryzykiem walutowym na cały okres trwania kredytu… równoważne jest z jego przewalutowaniem, czyli nie ma większego sensu. Dodatkowo trzeba jeszcze zapłacić marżę brokera, co podwyższa koszt takiej operacji.

Z góry uprzedzam: artykuł jest bardzo długi i przedstawia złożone mechanizmy. Mógłby być cyklem wpisów, ale przyznam, że trudno było mi go podzielić na części. Uznaję, że osoby zainteresowane tematem skorzystają na przeczytaniu go od “deski do deski”. Zaopatrz się więc w herbatkę i zobacz, jak wziąć się za rogi z kredytem we franku lub euro.

Naucz się władać mieczem, zanim pójdziesz w bój

Chcę Wam także po raz kolejny pokazać, że instrumenty finansowe – jakiekolwiek by nie były – nie są ani dobre ani złe. Są narzędziami takimi jak nóż, młotek lub kij baseballowy. To jak zostaną wykorzystane, zależy od tego w czyje ręce wpadną. A media dużo chętniej pokazują nam dewiacje, niż sytuacje normalne. O nożach, młotkach i “baseballach” słyszymy najczęściej wtedy, gdy staną się narzędziem przestępstwa. Podobnie jest z instrumentami i rynkami finansowymi. Część z nich powstawała w zupełnie innych celach, niż to o czym czytamy w gazetach.

Jednym z takich terminów, które dzisiaj budzą najczęściej pejoratywne skojarzenia, jest hedging kojarzony ze spekulacją i wysokim ryzykiem. A przecież nie zawsze tak było. Hedging to mechanizm finansowy, który powstał w celu ograniczania ryzyka różnego rodzaju transakcji. Z powodzeniem stosowany był i jest do ograniczania ewentualnych strat w obrocie towarami oraz “ubezpieczania się” od niekorzystnych zmian cen instrumentów finansowych. Codziennie korzystają z niego firmy prowadzące wymianę z zagranicą. Wykorzystują go, by podnieść swoje bezpieczeństwo.

Dzisiaj zastanowię się, czy i w jaki sposób hedging może przydać się posiadaczom kredytów w walucie.

Jak działa hedging?

Żeby dobrze zrozumieć na czym polegał (i nadal polega) hedging przedstawię przykład rolnika, który uprawia pszenicę w celach zarobkowych (to taki klasyczny, często podawany przykład). To czy osiągnie on w swoim biznesie sukces, zależy od wielu czynników, z których część jest całkowicie poza jego kontrolą.

Rolnik decyzję o tym, ile hektarów swojej ziemi obsieje pszenicą, musi podjąć z dużym wyprzedzeniem. I o ile może z wyprzedzeniem kupić i zmagazynować odpowiednią ilość nawozu, zna z grubsza koszty paliwa do traktora (może je zmagazynować, jeśli się postara), wie z grubsza ile będzie kosztowało go wynajęcie kombajnu (a może ma własny i zna wysokość opłat leasingowych), to jednej rzeczy nie wie – po ile za kilka miesięcy będzie mógł sprzedać pszenicę. Cena skupu może być niska, średnia lub wysoka. Najbardziej obawia się tej niskiej – bo nie wie, czy zwrócą mu się koszty. A rolnik, przecież jeśli już zasieje pszenicę, to nie może w połowie jej upraw przerzucić się na coś innego. Gdy zauważy, że jest “pod kreską”, to będzie już za późno. Będzie musiał doczekać do żniw, by przynajmniej częściowo zredukować wysokość strat. Nie zazdroszczę rolnikom – trzeba mieć sporo miłości do swojego fachu, by wiedząc, że na plonach się nie zarobi, nadal ochoczo wychodzić co rano do pracy.

Czy rolnik, w jakiś sposób może się zabezpieczyć przed ryzykiem tego, że za pół roku ceny skupu pszenicy będą tak niskie, że nie pokryją jego kosztów? Mógłby, gdyby już dzisiaj podpisał z kimś umowę, która zagwarantuje mu konkretną stawkę skupu pszenicy. Do tego właśnie służą giełdy towarowe.

Rolnik zawiera tam kontrakt. Sprzedaje obietnicę (kontrakt), że konkretnego dnia w przyszłości, np. za 6 miesięcy, dostarczy określoną ilość pszenicy, np. 10 ton, w konkretnej cenie, np. 750 zł za tonę. Jeśli na giełdzie towarowej znajdzie kogoś, kto będzie gotowy “podpisać” taki kontrakt (czyli go kupić) , to jedyne o co musi się zatroszczyć, to to by w terminie dostarczyć uzgodnioną ilość pszenicy. Czyli mówiąc inaczej zapewnia sobie stałą, przewidywalną cenę sprzedaży swojej pszenicy. Znając koszty jej produkcji (jako rolnik ma przecież doświadczenie) nie musi się martwić o to, czy zarobi czy nie. On klienta na odbiór pszenicy już sobie zapewnił i to po z góry określonej cenie.

Tagi: kredyt hipoteczny, CHF, EUR, ryzyko walutowe, hedging.