Za podręczniki dla syna gimnazjalisty Kaśka wydała prawie 400 złotych, a to jeszcze nie koniec. Książki dla córki licealistki nie będą wiele tańsze choć rezolutna dziewczyna cześć podręczników kupiła w antykwariacie. Ale ćwiczeń tam się kupić nie da. A reszta przyborów szkolnych? Obuwie, jakieś ciuchy, bo dzieci rosną jak na drożdżach, a liczne opłaty na początku roku? – Co roku o tej porze mam wrażenie, że pójdę z torbami – mówi mi Kaśka. Zresztą co ma mi mówić. Mam taki sam problem, a wraz ze mną miliony rodziców.

Pytam rzecznika jednego z największych w kraju państwowych wydawnictw produkujących podręczniki szkolne, dlaczego są takie drogie – ceny niektórych pozycji wzrosły rok do roku o 20 procent.

Rzecznik jest sympatyczny i pracuje w wielkim gmaszysku w Warszawie, które trzeba utrzymać, podobnie jak setki pracowników, mających w dodatku bardzo bogaty socjal (wystarczy wejść na stronę internetową, by aż westchnąć z zazdrości). A tu niż demograficzny w szkołach i trzeba mocno kombinować, by wyjść na swoje i dostać premię na koniec roku.

Rzecznik mówi więc, że to nieprawda, i że podręczniki podrożały średnio o 3 procent, więc jest to tylko regulacja kosztów o stopień inflacji. – A papier podrożał w tym czasie o 8 procent – dodaje triumfująco. – Poza tym takich a nie innych kompletów podręczników oczekuje od nas rynek.

- Czyli kto? – dopytuję, bo nie lubię gdy ktoś mi wciska ciemnotę, w tym przypadku odwołując się do jakiejś niewidzialnej ręki.

- Nauczyciele – mówi bez wahania.

Aha, jesteśmy w domu.

Pytam więc znajomą nauczycielkę: dlaczego każecie kupować dzieciom takie drogie podręczniki?

– Zgłupiałaś? – odpowiada. – A jak mamy uczyć? Na tabliczkach glinianych rylcem z drewna? (moja świętej pamięci ukochana prababcia uczyła się w ten sposób i do śmierci nie mogła uwierzyć, że Ziemia jest okrągła i kręci się wokół Słońca – choć nie wiem, czy jedno z drugim ma jakiś związek). Jest podstawa programowa MEN, którą musimy realizować i tyle. Podręczników jest mnóstwo, ale ich ceny są porównywalne. Nawet jak mamy spotkania z przedstawicielami wydawnictw i próbują nas namówić, to w sumie na jedno wychodzi. Najwyżej gratisy są tylko różne.