Stygmatyzacja opolskich śmietników, a raczej ich właścicieli, to temat który wydaje się dość prosty. Wystarczy jakimś cudem zmusić mieszkańców Opola do prawidłowego segregowania odpadów i problem z głowy. Jednak czy aby na pewno?

Opolski problem z segregacją odpadów – o co chodzi ze stygmatyzacją?

Rzekomo Opolanie mają problem z segregacją odpadów a zwłaszcza tych ulegających biodegradacji. Władze miasta w celu zmotywowania mieszkańców od grudnia przyklejają na śmietniki tzw. czerwony trójkąt alarmowy z napisem ” zła segregacja”. Według mnie dość oryginalna metoda i dosyć nieprzyjemna dla mieszkańców. Wiadomo każdy powie, że w zasadzie to ten trójkąt ma w dupie oraz całą tą obrzydliwą władzę, która mu tą naklejkę przykleiła. Mimo wszystko ta naklejka tam widnieje i chcąc nie chcąc kole w oczy właściciela oraz przechodniów. Władze miasta twierdzą, że około 80% koszy na śmieci jest źle zapełnianych. Do pojemników na plastik wrzucane są odpady budowlane a do koszy na biomasę odchody zwierzęce. Prawdziwą zmorą bioodpadów są torebki foliowe, w których śmieci po prostu się zagniwają i w żaden sposób nie nadają się na kompost. Więcej na ten temat można przeczytać tutaj. Oczywiście to jak odpady są odbierane od mieszkańców to tak na prawdę kwestia umowy między firmą a urzędnikiem, więc to co gdzie i jak wrzucać to kwestia jak dana firma chce zagospodarować odpady.

Problem niewątpienie jest i to duży, tego nie da się ukryć. W końcu firma, która powinna wywiązywać się z umów czy chociażby przetargu ma w zasadzie idealną wymówkę do nic nierobienia. W końcu to mieszkańcy zawalają sprawę a nie my. To samo zresztą mogą powiedzieć władze miasta. Nie udaje nam się uzyskać zaplanowanych poziomów recyklingu, bo mieszkańcy nie są wstanie wrzucić śmiecia tam gdzie należy. Tylko teraz pojawia się pytanie. Czyj to problem, że plan gospodarki odpadami dla Opola nie może być realizowany? Mieszkańców czy władze miasta? Czy zatem stygmatyzacja osób, które może i mają problem a może go nie mają jest właściwa? Być może warto postarać się o inne i przyjemniejsze metody edukacji czy zmuszenia mieszkańców do konkretnych działań? Ostatecznie jeśli czerwone trójkąty nie wypalą to jaki środki zostają? Wyższe opłaty za odbiór odpadów. Tylko po co ludzi tak męczyć jak można wziąć ( póki jeszcze są) unijne fundusze na eko-edukację lub jak kto woli na fajki,,wódkę i piękne kobiety i zrobić coś fajnego tzn. bawiąc ucząc a ucząc bawiąc.

Tagi: stygmatyzacja, śmietniki, segregacja, odpady.