Pamiętają państwo Pomarańczową Alternatywę? I bezradność milicjantów? Kiedy młodzian krzyczał „precz z komuną”, a w ręce trzymał kamień, waliło się go pałą i świat był prosty. Kiedy jednak rozdawał papier toaletowy w państwowe święto, to chociaż wiadomo było, że jaja sobie robi, pałą nie dało się przywalić, bo przecież deklaratywnie komunę popierał. Żeby go zamknąć, trzeba było znaleźć jakiś pretekst.

Wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti złożyli wniosek o zarejestrowanie ich Kościoła. I urzędnicy państwowi zdurnieli jak ci PRL-owscy milicjanci. Bo w Polsce jest oficjalnie równość wyznań i każdy może sobie zarejestrować taki Kościół, jaki chce. Ale co zrobić z ludźmi, którzy drą sobie łacha z religii chrześcijańskiej? Będącej przecież – tu urzędnicy nie mają wątpliwości – de facto religią państwową? Zarejestrować nie można, bo wścieknie się Dziwisz z Rydzykiem i Terlikowskim, a jak ta trójca święta się wścieknie, to wściekną się i politycy i w ministerstwie polecą głowy.

W ustroju niesocjalistycznym młodzian rozdający papier toaletowy nie podnosi nikomu ciśnienia, bo papier toaletowy można normalnie kupić w sklepach, nie ma więc wymowy politycznej. W państwie, w którym religia rzeczywiście byłaby prywatną sprawą obywateli i w którym Kościoły (a w praktyce jeden Kościół) nie miałyby specjalnych przywilejów, rejestracja wyznań nie byłaby do niczego potrzebna. Gdyby nie było rejestracji, nie trzeba by teraz kombinować, co zrobić z prześmiewcami, którzy postanowili parodię religii zarejestrować jako religię.

Tagi: wyznawcy Latającego Potwora Spaghetti, Kościół, wiara, religia.