Skandia, Aegon, AXA – takie tematy mają Wasze e-maile z narzekaniami na wieloletnie polisy inwestycyjne z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK).

Pytacie w nich o dwie rzeczy: albo czy warto “wejść” w konkretną wieloletnią polisę inwestycyjną, albo co zrobić z tą, którą macie już od kilku lat. Dzisiejszym wpisem chcę odpowiedzieć na pierwsze z tych pytań i zastanowić się czy taka polisa z UFK może być dobrym “opakowaniem” dla funduszy inwestycyjnych.

Temat zapowiadałem już w artykule o tym, jak samodzielnie zbudować “program systematycznego oszczędzania” dla naszych dzieci. Zadeklarowałem wtedy, że w oddzielnym wpisie przedstawię tzw. polisy inwestycyjne lub programy systematycznego oszczędzania opakowane w polisy.

Od razu przedstawię wnioski końcowe: jestem zdecydowanym przeciwnikiem programów “oszczędnościowych” oferowanych przez towarzystwa ubezpieczeniowe (TU). Mówiąc w bardzo dużym uproszczeniu produkty te są wyjątkowo złożone, kosztowne i do tego rezygnacja z nich przed ukończeniem wieloletniego programu wiąże się ze sporymi opłatami likwidacyjnymi. W efekcie bardzo trudno jest na nich cokolwiek zarobić. A nawet jeśli to się uda, to ze sporymi opłatami na rzecz TU – raczej nieuzasadnionymi.

Widzę tylko dwa scenariusze, w których tego typu polisy inwestycyjne mogą mieć sens. Jakie? O tym przeczytasz w tym wpisie.

Wersja dla nielubiących czytać długich wpisów

Jeśli “strawienie” tego wpisu Cię przerasta, to przyjmij założenia, które pomogą Ci uratować Twoje pieniądze:

1. Trzymaj się jak najdalej od wszelkich programów systematycznego oszczędzania opakowanych w polisy ubezpieczeniowe.

2. Uznawaj wszystkich doradców / sprzedawców przedstawiających Ci piękne opowieści o polisach inwestycyjnych za naciągaczy polujących na Twoje pieniądze. Tak zaocznie dla własnego bezpieczeństwa. Moim skromnym zdaniem w tym przypadku nie obowiązuje zasada domniemania niewinności.

3. Sprzedawca polisy nie jest doradcą inwestycyjnym i najprawdopodobniej nie pracuje w firmie inwestycyjnej, która posiada licencję KNF na świadczenie usług doradztwa. Mówiąc krótko: nie ma prawa udzielać Ci porad związanych z inwestowaniem.

4. Jeśli masz wątpliwości co do zasadności powyższych punktów, to jednak przeczytaj cały ten wpis.

I pamiętaj, że ja także nie jestem doradcą inwestycyjnym. Poniższy tekst to wyraz mojej prywatnej opinii i nie musisz się z nim zgadzać. Ty sam odpowiedzialny jesteś za wszystkie swoje decyzje finansowe.

Doprecyzujmy, o czym rozmawiamy

Dlaczego wziąłem się za polisy inwestycyjne właśnie teraz? Bo w tym miesiącu w ramach “Elementarza Inwestora” piszemy o funduszach inwestycyjnych. Dzisiaj otwarcie zastanowię się, czy “ubranie” inwestowania w fundusze w ubezpieczenie z funduszem kapitałowym ma sens? Postaram się rzetelnie przedstawić zarówno plusy, jak i minusy tego typu produktów. Zacznę jednak od usystematyzowania słownictwa.

Osoby, które nie są zadowolone z oprocentowania lokat bankowych, często szukają zbliżonych do nich instrumentów finansowych. Zazwyczaj boją się inwestowania – czy to na giełdzie, czy w funduszach inwestycyjnych – i szukają czegoś “brzmiącego znajomo”. I to dlatego pod terminami zbliżonymi do “oszczędzania” ukrywa się różne produkty:

Polisolokaty – tych praktycznie już nie ma na rynku (z nielicznymi wyjątkami). Był to całkiem ciekawy patent na uniknięcie podatku od zysków kapitałowych, czyli podatku Belki. W dużym uproszczeniu polegało to na tym, że zwykłą lokatę bankową “opakowywano” w ubezpieczenie na życie i dożycie. Składką ubezpieczeniową był właśnie kapitał lokaty.

Produkty strukturyzowane nazywane także strukturami – to produkty typu “kilka w jednym”, które mają umożliwić bankom marketingowe pokazanie wyższego oprocentowania niż to na lokacie. Przy pomyślnym dla nas obrocie spraw na rynku – struktury rzeczywiście pozwalają zarobić więcej niż na lokacie. Zazwyczaj banki gwarantują, że nie stracimy wpłaconego kapitału, a odsetki możemy uzyskać, ale niekoniecznie. Jak wygląda przykładowy produkt tego typu? Niedawno BGŻ Optima oferował “lokatę”, której oprocentowanie uzależnione było od tego, czy indeks amerykańskiej giełdy S&P 500 konkretnego dnia będzie powyżej konkretnej wartości. W praktyce jest tak, że bank inwestuje większość wpłaconych przez nas pieniędzy np. 85% w bezpieczne instrumenty (obligacje), a pozostałe np. 15% – agresywniej – w opcje. Krótko mówiąc – zakłada się z rynkiem licząc, że wygra. “Struktury” mogą być ubierane w różne płaszcze – także w polisę ubezpieczeniową, co w niektórych przypadkach pozwala uniknąć podatku Belki.

Polisy inwestycyjne z UFK
nazywane także fachowo ubezpieczeniem na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (tym w istocie są) lub skrótowo programami regularnego oszczędzania, polisami unit-link lub w żargonie doradców “regularami” – od konieczności wnoszenia regularnych wpłat.

I to właśnie na polisach inwestycyjnych – jako opakowaniu dla funduszy inwestycyjnych – skoncentruję się w tym artykule. Dla jasności: wszędzie, gdzie używam w tym artykule sformułowania “polisa inwestycyjna” itp. mam na myśli właśnie produkt z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym.

Tagi: polisa inwestycyjna, pieniadze, biznes, fundusz kapitałowy.