Od kilku lat panuje moda na książki serwujące historię od strony uczestniczącej w nich kobiet. W ten sposób doczekaliśmy się m.in. „Kobiet Holokaustu”, „Historii Kobiet z Gułagu”, „Kobiet Dyktatorów”, „Kochanek i Królowych” i „Dziewczyn Wojennych”. Amerykańska dziennikarka Denise Kiernan, pracująca w przeszłości dla „The New York Times” i „The Wall Street Journal”, dorzuciła do tej puli „The Girls of Atomic City”, wydaną w Polsce pod niefortunnym tytułem „Dziewczyny Atomowe”.

Dokument obraca się wokół niewielkiej miejscowości, którą wymazano z map. Z okolic Oak Ridge w Tennessee, rząd amerykański w latach ’40 wysiedlił kilkaset rodzin, a następnie poczynił ogromne inwestycje, błyskawicznie wznosząc olbrzymi kompleks badawczo-przemysłowy. Podstawowym zadaniem Placówki X było wzbogacenie uranu, paliwa koniecznego do skonstruowania pierwszej w historii bomby jądrowej. Tym samym, autorka nie poszła na łatwiznę, sięgając po rzadko eksploatowany temat ośrodka pozostającego najczęściej w cieniu słynnego laboratorium Los Alamos.

Na ten interesujący epizod II Wojny Światowej nie spojrzymy jednak oczami najwyższych dygnitarzy i najlepszych naukowców, a z perspektywy szeregowych robotnic i sekretarek. Kiernan uchwyciła istotny fakt, częstego sięgania przez amerykańskie przedsiębiorstwa państwowe po młode dziewczęta. I to nie tylko ze względów na brak siły roboczej i otaczającej projekt atmosfery tajemniczości:

„Władze Projektu szczególnie ceniły dziewczęta po liceum, zwłaszcza te z prowincji. Uważano, że bardzo łatwo nimi kierować, dlatego też stale ich szukano. Młode dziewczyny robiły wszystko, co im kazano. Nie były zanadto ciekawskie. Jeśli pochodząca z małej mieściny osiemnastolatka otrzymywała polecenie, to wykonywała je bez zbędnych pytań.”