Wystąpili: Sokrates, Immanuel Kant, Ksantypa

W feminizmie wspaniałe jest to, że tak naprawdę nigdy nie wiadomo co jest a co nie jest feministyczne, co prokobiece a co antykobiece. Otóż weźmy chociażby powyższy komiks, czy jest on feministyczny czy antyfeministyczny?

Zacznijmy zatem od początku. Czyli od tego, że kobieta ciężko w domu pracuje, gdy tymczasem jej mąż, Sokrates w porze obiadowej szwenda się po mieście z Kantem (nota bene starym kawalerem). Ale skąd my wiemy, że jest to pora obiadowa. Wiemy to z historii, ponieważ Kant miał w zwyczaju po obiedzie wychodzić na spacer, a był w tym spacerowaniu tak dokładny, że połowa Królewca regulowała zegary ścienne wedle Kanta. A jak wiadomo pora poobiednia dla Niemca jest porą obiadową dla Greka.

Więc Sokrates się szwenda, w porze obiadowej wymądrza na różne tematy, gdy tymczasem jego żona Ksantypa w pełni poświęcenia przygotowuje obiad. Prawdopodobnie są to pierogi albo makaron. Słabo jej się robi z upału (pamiętajmy, że jesteśmy w Grecji!) ze zmartwienia o męża, który nie zapowiadał, że się spóźni (pamiętajmy, że nie ma telefonów komórkowych), ale mimo tych przeciwności losu, nie zraża się i pracuje.