Fizycy cząstek elementarnych i dzieci mają ze sobą więcej wspólnego niż mogłoby się wydawać. Jedni i drudzy próbują zaspokoić olbrzymie pokłady ciekawości, a brnąc ku ostatecznej odpowiedzi, dochodzą do wniosku, że badany obiekt najlepiej po prostu rozbroić. Różnica jest taka, że niesforny dzieciak rozkręci ojcu zegarek, a fizyk użyje całej dostępnej, drogiej aparatury do rozkwaszenia pojedynczych cząstek otaczającej nas materii.

Po co niszczymy cząstki?
Doświadczenia oparte na radosnym rozbijaniu cząstek elementarnych, od dziesiątek lat, niezmiennie stanowią podstawową metodę badań świata w mikroskali. Można powiedzieć, że akceleratory są dla fizyków cząstek elementarnych tym samym, czym dla astronomów teleskopy. I tak jak astronomowie montują w swoich przyrządach coraz potężniejsze zwierciadła, tak ich koledzy po fachu wydają miliardy dolarów w celu skonstruowania urządzeń osiągających rekordowe moce.

Czym mocniej rozpędzimy obiekty, tym większa będzie energia ich zderzenia. Nie ma w tym rozumowaniu żadnej tajemnicy. Nawet dziecko rozumie, iż silniejsza kolizja oznacza więcej odłamków. Dlatego lekkie stuknięcie dwóch samochodów poskutkuje oderwaniem zderzaka i stłuczeniem reflektora, ale nie ukaże nam silnika i całej reszty ustrojstwa. Fizycy się jednak nie hamują, zawsze usiłując zajrzeć pod maskę badanego obiektu. A czym bardziej zaawansowane badania prowadzimy, tym trudniej dojrzeć nam kolejne dno. O ile rozbicie przeciętnego atomu wymaga energii  rzędu setek elektronowoltów (eV – o tym później), o tyle dla otrzymania kwarków budujących protony i neutrony, konieczne jest wygenerowanie mocy liczonej w gigaelektronowoltach, czyli miliardach eV. Pod tym względem, potrzeby energetyczne naukowców wydają się niewyczerpalne – przecież kwarki wcale nie należą do najbardziej nieuchwytnych cząstek. Większość drobin z jakich składa się nasz wszechświat, niczym matrioszka, może posiadać wewnętrzną strukturę, możliwą do uchwycenia jedynie przy pomocy coraz potężniejszych akceleratorów.

Nie myślcie jednak, że sprawdzanie czy każda kolejna cząstka nie posiada czegoś w środku, zawsze stanowi cel sam w sobie. Pewnie że dobrze wiedzieć z czego zbudowane są nasze ciała, powietrze którym oddychamy i planeta po której stąpamy, ale ponad tym wszystkim znajdują się głębsze pytania, nierzadko sięgające nawet tak abstrakcyjnych tematów jak czarne dziury, ciemna materia, model standardowy, czy wielki wybuch. W rzeczy samej, doprowadzając do zderzeń czołowych między cząstkami, w bardzo małej skali odwzorowujemy wysokoenergetyczne warunki jakie panowały we wszechświecie w wieku niemowlęcym. Czym mocniej rozkwasimy cząstki tym bardziej zbliżamy się na osi czasu do samego aktu stworzenia. Akceleratory są więc nie tylko swoistymi teleskopami, ale również źródłem lwiej części argumentów dla teoretyków.