Miałam napisać o czymś innym, ale właściwie zostałam podstawiona niejako pod ścianą. Wszystko przez mój ostatni wpis o „oszustwie miłosierdzia”. Znajomi zaczęli ten tekst udostępniać w sieci i tak… jeden znajomy znajomej udostępnił z takim tekstem: „Wpłynął do mnie „materiał”…. No i jest problem… bo goniąc oszustów autorzy proszą o wsparcie fundacji… konkretnej… która świetnie prosperuje apelując o pomoc dla dzieci… i może nawet niektórym dzieciom pomaga… ale tylko niektórym… tym, którzy sami sobie „zorganizują” pieniadze…poprzez wpłaty na konto fundacji…i zorganizują akcję 1% dla „swojego” dziecka… Czy to jest jeszcze „fundacja” czy może „żebracja” ( bo jej podopieczni muszą na siebie „żebrać”)? i czy przypadkiem fundacja nie dzieli dzieci na lepsze i gorsze?”

Zrobiło mi się bardzo, ale to bardzo przykro. Przyznam, że nie wiem, czy to historia z Jakubem Śpiewakiem i fundacją „Kid Protect”, czy „rozdmuchana afera” wokół Jerzego Owsiaka, gdzie i samego Owsiaka ponoszą emocje, a w związku z tym nienawidzący go nie próżnują i atakują ze zdwojoną mocą, spowodowały, że ludzie wszędzie wietrzą podstęp i nikomu już nie wierzą? Nie jestem kontrolerem działalności żadnej fundacji. Wiem jedno: moi znajomi, których dzieci rodziły się w szpitalach i leżały w inkubatorach z czerwonym serduszkiem, wdzięczni są Owsiakowi za jego akcję. A ci moi znajomi, których ciężko chore dzieci są podopiecznymi różnych fundacji, zgodnie mówią, że tylko dzięki temu mogli wysłać dzieci na różne turnusy rehabilitacyjne czy po prostu leczyć.

Marcelek , o którym w swoim czasie pisałam, pojechał jesienią na tydzień na delfinoterapię. Wrócił tak odmieniony, że ja przeżyłam szok, gdy się spotkaliśmy. Dziecko, które nie wykazywało żadnego zainteresowania otoczeniem i zdawało się pozbawione z nim kontaktu, wyciągało do mnie ręce po kubek z piciem! No naprawdę szok! A wszystko właśnie dzięki delfinoterapii, na którą jego mamę nie byłoby stać, gdyby nie wsparcie uzyskane dzięki zbiórce z jednego procenta. Pan, którego komentarz przytoczyłam wyżej, nazwał to „żebracją”. Owszem, rodzice zbierający ten 1% na swoje dzieci być może w sposób żebraczy informują o tym znajomych, ślą SMS’y, maile itd., ale skąd ludzie mają dowiedzieć się, na co, a właściwie, na kogo konkretnie ten 1% przekazać? Są spisy OPP (organizacji pożytku publicznego), ale podając KRS OPP rzeczywiście wszystko idzie ogólnie na fundację. Dlatego jeśli chcemy wesprzeć konkretne dziecko, konkretnego człowieka trzeba znać jego osobisty numer podopiecznego w danej fundacji. Z rozmów ze znajomymi wiem, że wolą przekazywać na konkretną osobę. Jedna z koleżanek, która swoim 1% wsparła Marcelka powiedziała mi potem: „Wiem, że 1% ode mnie to mało, ale jak zobaczyłam, że on reaguje na to, co do niego mówimy, to widzę, że warto”.

Podobnie jest z Piotrem, którego numer konta fundacyjnego podawałam ostatnio. Marcelek, mimo całej masy chorób, ma się w pewnym sensie trochę lepiej niż Piotr. Jak to? Ano tak, że jest młodszy. Na małe dziecko ludzie płacą chętniej. Na prawie 19-letniego Piotra już nie tak chętnie. Mama Piotra przyznaje, że z roku na rok ten 1% się zbiera, ale coraz mniejszy. W końcu jej syn jest już teraz ubezwłasnowolniony. Nigdy nie będzie w pełni normalny i dostosowany do społeczeństwa. Na dodatek, o ile jednak mały Marcelek ma szanse na różne darmowe zabiegi z NFZ, (choć to rzecz jasna kropla w morzu jego zdrowotnych potrzeb), o tyle Piotruś, który przecież skończył już te magiczne 18 lat, nie ma właściwie szans już na nic. Chyba, że rodzina za to zapłaci. Bowiem w świetle prawa, jako osoba pełnoletnia, nie jest obejmowany taką pomocą terapeutyczną, jak dziecko. Z mamą Piotra rozmawiałam dosłownie wczoraj, bo obie nas poruszyła zarówno kolejna próba wyciągania pieniędzy na nieistniejące chore dzieci, ilustrowane prawdziwym chorym, jak i prosty fakt, że ktoś podając dalej mój tekst opatrzył go komentarzem, w którym do jednego wora wrzucił „oszustwa miłosierdzia” z apelem o 1% z i tak zapłaconego już podatku!

Tagi: 1 procent, podatek, darwowizna, findacja, dzieci, choroby, rehabilitacja.