Strefa komfortu, to stan, w którym nie czujesz potrzeby, aby stawiać sobie jakiekolwiek wyzwania. Po prostu żyjesz sobie z dnia na dzień, robiąc to co musisz. Tkwiąc w niej, nie wystawiasz się w gruncie rzeczy na żadne ryzyko (uświadomione). To niebezpieczne, bo przyzwyczajasz się do tego i Twój wygodnicki mózg będzie utwierdzał Cię w przekonaniu, że tak jest dobrze. I coraz szybciej będzie Cię zniechęcał do wprowadzania zmian.

Miałem ten artykuł w planach, ale nie miałem do niego dobrego pretekstu. Dzisiaj sprowokował mnie Wolny z blogu “Wolnym być”. Napisał on artykuł “Wyjście ze strefy komfortu. Spowiedź”, w którym opisuje swoją decyzję o zmianie pracy związaną jednocześnie ze zmianą miejsca zamieszkania i opuszczeniem rodzinnego miasta. Jego spowiedź jest nieco dłuższa i dowiadujemy się z niej dlaczego zmusił się do opuszczenia swojej strefy komfortu.

Dlaczego warto przekraczać własne granice?

O strefie komfortu i wychodzeniu poza nią napisano już wiele. Nie będę rozwijał tego tematu od naukowej strony, bo się na tym nie znam. Ale od dawna intuicyjnie wiem, że “to” istnieje. I Ty też wiesz! Na pewno doświadczyłeś takiego wychodzenia, np. na rozmowie kwalifikacyjnej – każdy z nas doświadcza. Ale jest spora różnica pomiędzy postawieniem nas w sytuacji, gdy zmuszeni jesteśmy działać poza swoją strefą komfortu, np. gdy ktoś nas napada i musimy zareagować, a sytuacją, w której sami, świadomie wychodzimy poza własną strefę komfortu.

Może to być zdobywanie nowych umiejętności, zagajenie rozmowy i “przełamanie lodów” z nowo poznaną osobą, albo postawienie sobie ambitnego celu – teoretycznie zbyt ambitnego na nasze obecne umiejętności. Często czujemy się bardzo niekomfortowo, ale po czasie przyznajemy, że było warto, że nauczyliśmy się czegoś nowego, zdobyliśmy doświadczenie albo osiągnęliśmy poczucie spełnienia (albo wszystko na raz). Mówiąc w skrócie, to co ważne w życiu zazwyczaj zaczyna się poza naszą strefą komfortu.

Gdybym jako młody chłopak nie “wystartował” do tej jedynej, fajnej dziewczyny, to nie miałbym za sobą kilkunastu lat szczęśliwego małżeństwa (i wielu lat przed nami). Łatwo nie było, do tego okazało się, że laska miała chłopaka i była w nim zakochana! Myślicie, że mi to przeszkodziło? Skomplikowało to i owo, i wymagało cierpliwości. Dzisiaj wiem, że ważne rzeczy w życiu dzieją się poza strefą komfortu! Wtedy działałem “na czuja”. A dzisiaj wspaniale się z tym czuję.

Jeden z moich ulubionych autorów i blogerów, Chris Guillebeau, w swojej książce The Art of Non-Conformity: Set Your Own Rules, Live the Life You Want, and Change the World ostrzega, że czasami wychodzenie poza strefę komfortu, może spotkać się także z negatywną reakcją otoczenia. Szczególnie wtedy, gdy stawiamy sobie cel nie mieszczący się w światopoglądzie innych osób. Ale nie powinno nas to powstrzymywać.

“Nierozsądne”, “nierealne” i “niepraktyczne”, to słowa używane do marginalizowania osoby lub idei, która wykracza poza powszechnie oczekiwane standardy”.

Co strefa komfortu ma do oszczędzania?

Możecie się zastanawiać co pisanie o strefie komfortu ma wspólnego z blogiem o oszczędzaniu. Odpowiem krótko: praktycznie od początku istnienia bloga próbuję Was zmotywować do zmiany nawyków wyciągając “najcięższe działa”, jakimi dysponuję, i mówiąc ile to i owo kosztuje. A wiem, że zmiana przyzwyczajeń, nie mieści się w strefie komfortu.

TAGI: oszczędzanie, ryzyko, strefa komfortu.