Czy zastosowanie zasad życia w dobrowolnej prostocie na skalę masową doprowadziłoby do upadku obecny model gospodarki? To zarzut, który co jakiś czas pojawia się po stronie krytyków prostoty i minimalizmu. Zerwanie z obowiązującym dogmatem, że więcej oznacza lepiej i samoograniczenie w zakresie konsumpcji dóbr i usług ma doprowadzić (a wg niektórych już doprowadziło!) do spadku przychodów, mniejszego PKB i kryzysu określonych gałęzi gospodarki, a może i gospodarki w ogóle.

Oszczędne życie po stronie jednych prowadzić będzie do plajty i bezrobocia innych. W imię patriotyzmu, a może i miłości bliźniego, należy zatem kupować na potęgę, nie ważne co i właściwie za czyje pieniądze. Robiąc kanapkę w domu podkopujesz sens prowadzenia małej gastronomii. Dla tej ostatniej lepiej, byś jadł na mieście. Spędzając czas z rodziną w niedzielę i omijając szerokim łukiem centra handlowe spowodujesz masowe zwolnienia zatrudnionych w nich pracowników, którzy nie będą w stanie się utrzymać. W gruncie rzeczy pilnując pieniędzy w portfelu wychodzisz na egoistę i sknerę, który nie pozwala innym na tobie zarobić. Chciałbym w kilku punktach nie zgodzić się z takim podejściem.

Zacznę od wolności, która wyraża się także w swobodzie decydowania na co przeznaczę swoje, ciężko zarobione, pieniądze. Makroekonomia powinna służyć mikroekonomii, a nie na odwrót. Każdy z nas podejmuje własne decyzje finansowe, które odzwierciedlają to, jacy jesteśmy i co ma dla nas największą wartość. Dobrowolna prostota pomaga odkryć, co tak naprawdę liczy się dla nas i naszych rodzin, pomaga przeciwstawić się utartym i narzuconym schematom konsumpcji. To, co pomaga dobrze funkcjonować bankom, korporacjom i specom od reklamy, niekoniecznie bierze pod uwagę dobro indywidualnego konsumenta. Wydaje mi się zresztą, że nie ma to także nic wspólnego z dobrem naszego kraju.

Pieniądze to także karty do głosowania za określoną wizją świata i określonymi mechanizmami gospodarczymi. Wydając pieniądze w zgodzie ze swoimi dobrze rozpoznanymi potrzebami promuję to, co uznaję za ważne i słuszne. Prostota życia w pierwszym rzędzie wpływa przede wszystkim na konsumpcję, ustanawiając jej nowe standardy. Gdy powstawał rynek zdrowej żywności zaczynało się od niewielkich sklepików, w których można było kupić żywność ekologiczną po bardzo wysokich cenach. Mimo wszystko wydając pieniądze w takich sklepach dawaliśmy jasny sygnał, że nie interesuje nas śmieciowe jedzenie proponowane przez supermarkety. Z czasem zmieniło się podejście dużych graczy, którzy zauważyli, że na zdrowym jedzeniu można po prostu zarobić. Rynek ekologicznej żywności zaczął się dynamicznie rozwijać i wydaje mi się, że bardzo wiele polskich rolników i małych firm tylko na tym zyskało. Jeżeli za dobrowolną prostotą stoi określona wizja sposobu życia, to gdyby znalazła ona uznanie wśród znacznej części konsumentów, mogłaby przyczynić się do zmiany określonych trendów. Po trochu ten proces ma miejsce, zwłaszcza w zakresie ekologii, oszczędności energii, zdrowego odżywiania, rękodzieła czy zdrowej chemii.

Tagi: konsumpcjonizm, pieniądze, minimalizm.