Zbił mi się czajniczek do parzenia herbaty, więc postanowiłam kupić nowy.  Zwykły, szklany, mógł być z zaparzaczem w środku. Poszłam do pierwszego sklepu, polski kapitał, bo włada nim PSS – pani podaje mi trzy ładne imbryczki. Bez pudełek. Jak to produkcja? Made in China? Thanks.

Poszłam do drugiego, trzeciego i czwartego sklepu w swoim 50-tysięcznym mieście. Wszędzie Made in China. A ja nie chcę chińszczyzny, chcę czajniczek z POLSKIEGO szkła! Gdy mówię to jednej ze sprzedawczyń kobieta uśmiecha się pod nosem i twierdzi, że nigdzie nie znajdę polskiego czajniczka.