Wiele filmów, właściwie zdecydowana większość zawiera brutalne sceny, które jak się okazuje z licznych badań, podnoszą ich oglądalność. Natomiast w przerwach chętnie reklamują się firmy z nadzieją, że ich produkt zostanie przedstawiony większej liczbie odbiorców, a co za tym idzie, jego sprzedaż po prostu się zwiększy.

Większość z koncernów pomija jednak jeden istotny fakt, a mianowicie widzowie skupiający się na scenach agresywnych są zdecydowanie bardziej pobudzeni niż ci oglądający produkcje bez przemocy, a co za tym idzie, trudno im się skupić na emitowanych reklamach, niewiele z nich zapamiętują, sprzedaż wcale nie musi rosnąć! Czy jest więc sens tak wiele inwestować w filmy, których najistotniejszą treścią jest przemoc? Jak to wpływa na nas, odbiorców?

Każdy dzień oprócz sukcesów przynosi także wiele porażek, frustracji, które kumulują się w nas aż do wieczora. Według niektórych teorii, oglądanie brutalnych scen stanowi katharsis, oczyszczenie ze wszystkich złych emocji, które zdążyły się w nas samych pojawić. Nie ma jednak żadnych empirycznych dowodów, które potwierdzałyby tezę, że oglądanie przemocy redukuje chociaż w niewielkim sposób napięcie wewnętrzne.

Zupełnie co innego uważają zwolennicy teorii społecznego uczenia się. Agresja w filmach, zachowania aktorów mogą stać się wiarygodnym wzorcem do naśladowania dla odbiorców, w szczególności dzieci. Słuszność tej tezy została już wielokrotnie udowodniona.