Muzykę filmową darzę równą sympatią i miłością, co samo kino. Zapewnia oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, przypomina wręcz podróż do innego świata. Słuchanie staje się dla mnie jeszcze bardziej niezwykłym przeżyciem, jeśli widziałam i nadal dobrze pamiętam dzieło, z którego pochodzi dany utwór. Czasami mam przed oczami nawet konkretne sceny i sytuacje. Chętnie daję się porwać wszelkim pomysłowym melodiom złożonym z barwnych dźwięków.

Ten gatunek okazuje się wyjątkowo szeroki, obejmuje bowiem zarówno delikatne, subtelne i ledwo dosłyszalne utwory, ale również te dynamiczniejsze i bardziej wyraziste. Muzyka stanowi w filmie tło, aczkolwiek pełni w ten sposób istotną i niezastąpioną rolę. Podkreśla to, co naprawdę wartościowe, prowadzi całą akcję, kształtuje klimat i atmosferę oraz upiększa oprawę artystyczną obrazu.

Stworzenie pasującej ścieżki dźwiękowej umożliwia twórcom ukazanie i wyartykułowanie radości, smutku czy lęku bohaterów. Później przejmujące odgłosy wpływają już bezpośrednio na słuchacza. Wywołują spektrum emocji, wpływają na nastrój, a przede wszystkim oferują niezapomniane wrażenia. Gdy słyszę w radiu utwory z „Parku Jurajskiego” i „Indiany Jonesa” dopada mnie niewiarygodna nostalgia, a nawet wzruszenie. Mam ochotę sięgnąć po te dzieła, choć oglądałam je już wiele razy.

Tagi: muzyka filmowa, film, muzyka, ścieżka dźwiękowa.