Korzystając z okazji pobytu we Francji, tego, że jest to kraj dużo lepiej rozwinięty pod względem kinematografii, ale i samego repertuaru, postanowiliśmy zobaczyć coś, czego w Polsce możemy nie doczekać się nigdy. Nie powiem, poczułem lekką dezorientację, gdy dowiedzieliśmy się, że francuskie kina oferują nam około stu aktualnie granych produkcji. Nie chcieliśmy poświęcać godzin na przekopywanie się przez tytuły, czytanie krótkich opisów, oglądanie plakatów i zwiastunów – na szczęście spacerując i chłonąc klimat Paryża natknęliśmy się na afisz, który od razu przykuł naszą uwagę.

Film, który w naszym kraju premiery mieć pewnie nie będzie, co nie znaczy, że nie cieszy się zainteresowaniem. Nas skusiła Juno Temple – jedna z najciekawiej prezentujących się aktorek młodego pokolenia, która nie raz udowodniła, że posiada ogromny talent. Bez wahania wybraliśmy się więc na „Magic Magic” choć muszę przyznać, że o samym filmie wiedzieliśmy niewiele. Okazało się jednak, że po projekty z udziałem brytyjskiej aktorki można sięgać w ciemno.

Temple wciela się w postać Alicii, głównej bohaterki, która wakacje postanawia spędził w Chile, odwiedzając przyjaciółkę. Sarah proponuje wyjazd za miasto, wraz z jej chłopakiem i dwójką przyjaciół. Od początku widać, że Alicia nie czuje się pewnie ani w nowym towarzystwie, ani z dala od domu. Jest rozdrażniona, zlękniona i nie odnajduje się w sytuacji. Kiedy w drodze do domku letniskowego Sarah zmuszona jest do powrotu do centrum, dziewczyna zostaje sama z trójką nieznajomych. Jest podejrzliwa, nie ufa nowym kompanom, są dla niej przerażający i okrutni. Problemy ze snem, nieprzyjemna, psychodeliczna atmosfera i tajemnice Alicii w połączeniu z zupełnym brakiem zainteresowania jej stanem, powodują pogłębiającą się chorobę dziewczyny.

Tagi: „Magic magic”, Juno Temple, Sebastián Silva.