To będzie bardzo entuzjastyczna opinia. Taka do granic wytrzymałości. Komplementy będą leciały z prawa i lewa, bo dawno nie wyszłam z kina tak zadowolona. I jeszcze nigdy, nie miałam ochoty tak szybko zobaczyć film ponownie na dużym ekranie.

Zachwyciłam się nowym tworem Andersona. Zachłysnęłam się tak intensywnie, że prawie wpadłam w stan hiperwentylacji. Myśląc o „Grand Budapest Hotel” czuję się jak 13-letnia fangirl przed koncertem Justina Biebera, 1D, czy czego tam jeszcze nastolatki dziś słuchają. To jest Wes Anderson w czystej postaci. Zrobię sobie w pokoju ołtarzyk na cześć Wesa i jego kinematograficznych dokonań, a „Grand Budapest” Hotel zajmie w nim centralne miejsce. Chyba się zakochałam.

Scenografia wprawiała mnie w osłupienie. Kilkakrotnie zbierałam szczękę z podłogi. Te kolory, te detale, ten dekor i ta muzyka! Pojedyncze kadry z filmu oprawione w złote ramy mogłyby zawisnąć na mojej ścianie. Ba! Mogłyby zawisnąć w galerii, jako scenograficzne dzieła sztuki. Oklaskuję Adama Stockahusena odpowiedzialnego za ten piękny wystrój planu filmowego i Milenę Canonero za zachwycające detalami kostiumy. Ten film mógłby nie mieć żadnej sensownej historii a i tak by zachwycał, bo zachwyca swoją oprawą. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Moje zmysły estetyczne zostały połechtane. Ale… „Grand Budapest Hotel” to nie tylko piękny obrazek, to także świetna historia i tak charakterystyczne dla filmów Andersona genialnie przerysowane postaci, które w połączeniu tworzą niemalże arcydzieło (nie lubię dużych słów, ale nie mogę znaleźć godnego odpowiednika by określić ten film).

Fabuła wpisana została w narrację szkatułkową, w którą im głębiej wchodzimy tym bardziej wciąga nas historia. Pewien pisarz wspomina czas spędzony w upadającym już hotelu „Grand Budapest”, kiedy to poznał jego ówczesnego właściciela Pana Mustafę, który okazując się wyjątkowo miłym człowiekiem, opowiedział mu o początkach swojej pracy jako lobby boy’a w czasach świetności hotelu. I te czasy są akcją filmu.

Tagi: Grand Budapest Hotel, film, Wes Anderson, Adam Stockahusen.