„Czas – to nic innego jak ciąg zakładek, za pomocą których przemieszczamy się tam i z powrotem po księdze życia, powracając raz po raz do pewnych wydarzeń.”

Jedna z moich ulubionych historii tym razem poznana w wersji książkowej. Film uwielbiam i często do niego wracam, dlatego sięgając po literacki pierwowzór miałam trochę wątpliwości, czy to aby na pewno odpowiedni czas na lekturę…

Z niekłamaną przyjemnością jednak przeniosłam się po raz kolejny na tajemniczą wyspę, na której szeryf Teddy Daniels i jego partner Chuck Aule mają odnaleźć zaginioną pacjentkę szpitala psychiatrycznego – Rachel Solando. Czytając czułam powiew wiatru na twarzy, przedzierałam się przez mrok i wszechogarniającą mgłę… Jakie jest rozwiązanie tej zagadki?

Wyobraźcie sobie, że zrobiliście coś tak strasznego, że nigdy przenigdy nie będziecie w stanie sobie tego wybaczyć… Jak bronić się przed rozdzierającymi duszę wspomnieniami? A może by tak…

Tagi: Wyspa skazańców, książka, recenzja.