Są takie dni, kiedy ciężko uwierzyć, że jest na świecie takie miejsce, w którym jest naprawdę bezpiecznie i gdzie nic, absolutnie nic Ci nie grozi. Trudno uwierzyć, że żyją ludzie, którzy nie muszą się bać, którzy żyją przechodzą z dnia na dzień z uśmiechem na twarzy, bez choćby cienia strachu w sercu o siebie, swoich bliskich, współpracowników. Bombardowani jesteśmy informacjami o wypadkach, nagłych śmierciach, wojnach, zbiorowych morderstwach… A niebezpieczeństwo czai się wszędzie. Jest wciąż obok Ciebie.

W Sztokholmie grasuje seryjny morderca, który swoje ofiary przemalowuje na biało i porzuca na wysypiskach śmieci. Co ciekawe, zawsze są to młode, niewinne kobiety, upozowane na posągi aniołów. Sprawa jest tak niebezpieczna, że zaczyna interesować się nią były detektyw śledczy, który po stracie żony zgubił gdzieś sens życia – Ravn. Namawia go do tego jego przyjaciel, który usilnie szuka zagubionej przed trzema laty Maszy. Ravn ma jednak jeszcze inne powody, dla których postanawia zbadać sprawę. Co odnajdzie? Czy trafi na trop okrutnego „rzeźbiarza”?

Rzadko sięgam po kryminały, bo rzadko znajduję takie, które są w stanie jakoś do mnie przemówić. Rzadko który jest w stanie mnie zainteresować. Sięgając po „Wykolejonego” kierowałam się ciekawymi rekomendacjami i byłam niemal pewna, że to będzie strzał w dziesiątkę. Czy był? Nie do końca.

Tagi: Wykolejony, seryjny morderca, kryminał.