Siatkówka wywołuje sporo emocji. I to nie tylko od wczoraj. Wydawnictwo SQN doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak sport działa na ludzi. W ubiegłym roku pojawiła się autobiografia Marcina Prusa pt. „Wszystkie barwy siatkówki”. Zresztą było o niej głośno. Teraz w związku z Mistrzostwami Świata, pewnie niektórzy sobie o niej przypomną.

W zasadzie chyba tylko sportowcy mogą pisać autobiografie w tak młodym wieku. Marcin Prus skończył swą karierę siatkarską w 2003 roku, mając zaledwie dwadzieścia pięć lat. Zaskoczył mnie fakt, że Marcin Prus jako jedyny siatkarz w Polsce, zdecydował się na to, by opowiedzieć swoją historię.

Autor pisze o swoim dzieciństwie, które w czasach PRL-u nie wyglądało zbyt kolorowo. Przyszedł na świat w 1978 roku w niewielkim mieście – Starogardzie Gdańskim. Potrafił jednak już od najmłodszych lat spędzać sen z powiek swoim rodzicom, ponieważ był niezwykle ruchliwym dzieckiem, które potrafiło skoczyć z okna bloku: z drugiego piętra. Wprawdzie prosto w ręce babci, ale nie obyło się bez kontuzji – pęknięcia kręgosłupa w odcinku lędźwiowym.

Już jako młody chłopak dostał się do reprezentacji juniorów. Kiedy inni odpoczywali i zbijali bąki, siatkarze musieli ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Marcin Prus pokazuje jak ciężką pracą są treningi. Jednak nie ukrywa, że tego typu życie miało pewne blaski. Z jednej strony musiał zmieniać szkołę średnią, bo trudno było nadążyć mu z programem. A z drugiej reprezentacja juniorów w 1997 roku pod opieką Ireneusza Mazura została mistrzami świata juniorów, a Marcin Prus MVP (dla niewtajemniczonych takich jak ja – najlepszym juniorem świata w roczniku 1977/78).

Tagi: „Wszystkie barwy siatkówki”, Marcin Prus, autobiografia, siatkówka.