Nie wiem od jak dawna zabierałem się za to „Never let me go”. Z początku myślałem, że to komedia romantyczna, jedna z tych lepszych, ambitniejszych, którą można uznać za pełnowartościową produkcję. Z czasem zaczynałem wątpić w to czy mam ochotę na takie kino, seans odwlekałem, aż w końcu zupełnie zapominałem o owym filmie, myśli (i czas!) zajmując tym co pojawiało się w kinach.

Dziś patrzę na to inaczej – zniknął mój chorobliwy wstręt do wszystkiego w czym występuje Keira Knightley, zainteresowanie Carey Mulligan znacznie wzrosło, pomyślałem więc: czemu nie? I kiedy słyszałem od wszystkich, że to taki smutny film, że na tym się płacze, nie byłem pewien czy brać to na serio, choć gdzieś w środku miałem nadzieję, że tak właśnie będzie – przecież takie filmy lubię najbardziej! I choć mnie nie poruszył tak jak się spodziewałem, zdaję sobie sprawę, że ma co do tego potencjał i wielu się na to złapie. Wstrząsający był tutaj temat, a w wykonaniu zabrakło mi czegoś, co pozwoliłoby mi uwierzyć w dramat trójki głównych bohaterów.

Są filmy, o których nie sposób mówić, nie zdradzając szczegółów fabuły – „Never let me go” zdecydowanie jest jednym z nich. Opowieść o losach trójki przyjaciół – Kathy, Ruth i Tommy’ego – rozpoczyna się w latach siedemdziesiątych, kiedy są jeszcze dziećmi. Wszyscy wychowują się w wielkim, majestatyczny przybytku – Hailsham. Jest to miejsce pełne rygoru i surowych zasad, choć tym dzieciakom wydaje się rajem – uczą się, grają w piłkę, malują.

Wokół naszych bohaterów wyczuć można napięcie, rozpoczyna się okres pierwszych pocałunków, pierwszych związków, pierwszych razów. Wychowankowie Hailsham po cichu planują swoje przyszłe życia, marzą o własnych domach, stadninie koni, wielkiej karierze. W ich świecie zjawia się Panna Lucy – nowa opiekunka – która pewnego dnia roztrzęsiona, rozżalona i zdruzgotana wyjawia im gorzką prawdę. Nie spełnią swoich marzeń. Nie wybudują domu. Nie kupią stadniny. Nie zrobią kariery. Pisany im jest zupełnie inny los – wychowywani są po to, by w kwiecie wieku przysłużyć się innym, oddając im swoje organy.