To wtedy kiedy nie czu­jesz zupeł­nie chęci na cokol­wiek, do niczego, do żadnego ruchu. Odczu­wasz ulgę kiedy oka­zuje się, że jed­nak nadal możesz stać w miej­scu, ale jed­no­cze­śnie ogar­nia cię fru­stra­cja i wście­kłość, kiedy zda­jesz sobie sprawę dla­czego tak jest. Nie dla­tego, że chcesz, ale dla­tego, że każdy ruch wyma­gałby choć odro­biny woli, odro­biny samo­za­par­cia. Tutaj tylko jak zwy­kle zmar­nu­jesz czas, może posprzą­tasz w miesz­ka­niu, ugo­tu­jesz coś, ale to tylko po to by uspo­koić sumie­nie. Nie wolno sobie tego tak łatwo wybaczać.

Warto się cza­sem zatrzy­mać, odpo­cząć, pomy­śleć, zre­lak­so­wać, zna­leźć czas na wła­sną przy­jem­ność. Jed­nak zawsze jest to świa­doma decy­zja. Zawie­sze­nie to zupeł­nie inny stan. Nie możemy się ruszyć, nie możemy dosię­gnąć niczego mate­rial­nego, praw­dzi­wego w naszym życiu, dry­fu­jemy zatrzy­mani w codzien­no­ści, bez chęci do jakie­go­kol­wiek wysiłku. Zata­piamy się w cie­płej żywicy leni­stwa, odprę­że­nia, a nie zda­jemy sobie sprawy, kiedy ona tężeje i jeste­śmy jak owad we wnę­trzu bursz­tynu — uwię­zieni, ale wcale nie piękni. Sta­jemy się relik­tem samych sie­bie, tych któ­rzy jesz­cze cze­goś chcieli od życia, poza świę­tym spo­ko­jem i bra­kiem myśli o tym, że życie nam ucieka przez palce, a my nawet nie mamy siły ich zaci­snąć, chwy­cić choćby skrawka tego co nas omija.

Tagi: zawieszenie, refleksje, niemoc.