Zastanawiam się czasami czy ktoś pod koniec lat 80-tych spodziewał się, że Jerry Zucker, spec od komedii i scenarzysta takich filmów jak „Czy leci z nami pilot” lub „Naga broń”, jest wstanie nakręcić niemalże oscarowy film, który na dłużej zagrzeje miejsce w światowej kinematografii.

„Uwierz w ducha” to historia młodej zakochanej pary, Sama Wheata i Molly Jensen. Niestety, któregoś dnia podczas powrotu z teatru zostają napadnięci, a Sam zostaje zastrzelony. Wheat staje się duchem, ale ze względu na Molly postanawia pozostać na ziemi. Z czasem okazuje się, że jego śmierć nie była przypadkowa, a jego ukochanej grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Historia na ówczesne czasy na tyle oryginalna, że Bruce Joel Rubin zgarnął za scenariusz szereg nagród, wśród których była ta jedna z najbardziej pożądanych przez filmowców: Oscar. Od samego początku z zaciekawieniem śledzimy losy dwojga zakochanych, które z romansu szybko przeobrażają się w dramat z nieoczekiwanymi zwrotami akcji, a wszystko to okraszone lekką dawką humoru.