W dzisiejszych czasach media towarzyszą nam na każdym kroku i stanowią już właściwie nieodłączną część życia niemal każdego człowieka. Stanowią istotne źródło informacji, zapewniają dobrą rozrywkę i jednocześnie pozwalają oderwać się od codziennych spraw. Dają mnóstwo możliwości, ale mogą także nieść ze sobą negatywne konsekwencje. „Truman show” pozwala nam spojrzeć na telewizję z zupełnie innej perspektywy.

Truman Burbank (Jim Carrey) wiedzie przeciętne i pomyślne życie w urokliwym nadmorskim miasteczku. Jest raczej szczęśliwy, ma kochającą żonę Meryl (Laura Linney), zadowalającą pracę i właściwie wszystko, czego może zapragnąć. Mężczyzna nieświadomie odgrywa główną rolę w początkowo eksperymentalnym projekcie, a teraz już emitowanym 24 godziny na dobę i na żywo serialu telewizyjnym. Projekt nadzoruje reżyser Christof (Ed Harris), który decyduje o tym, kogo spotka bohater lub jaka zapanuje pogoda w miasteczku. W pewnym momencie Truman wyczuwa jednak podstęp i zaczyna dociekać prawdy.

Wiele filmów porusza tematykę mediów, które manipulują odbiorcą i stają się przydatnym narzędziem w rękach wpływowych osób. Ogólną dostępność, popularność i nachalność przekazu telewizyjnego świetnie oddaje np. trylogia „Igrzyska śmierci”. Prezydent zmusza wszystkich mieszkańców do śledzenia brutalnych zmagań na arenie, które mają na celu zastraszenie i utrzymanie jego autorytetu. W „Truman Show” twórcy nie stosują brutalności i sugestywnych obrazów, żeby przekazać istotne przesłanie. Przez dłuższy czas stawiają widza w pozycji osoby, która z zaangażowaniem śledzi losy Burbanka. Nie pozbawiają nas złudzeń na temat serialu, umieszczając wiele nic nieznaczących scen i nie unikając nawet chwilowych dłużyzn. Skłaniają w ten sposób do refleksji i zadziwiają, dlaczego właściwie aż tyle osób z taką fascynacją ogląda tę monotonną produkcję telewizyjną. Akcja zaczyna się przecież rozkręcać dopiero, gdy postać odkrywa misterne kłamstwo.

Tagi: „The Truman show”, Peter Weir, media, Jim Carrey, dramat, komedia, film.