Pierwsze sceny dramatu „Transamerica” w reżyserii Duncana Tuckera to zwykły poranek zwykłej kobiety. Włączony telewizor, jakiś program, który bohaterka śledzi uważnie. Jeszcze nie zdążyła się przebrać, po mieszkaniu chodzi więc w cieniutkim szlafroku. Kobieta przygotowuje się do wyjścia z domu. Kamera śledzi każdy jej ruch. Widzimy zbliżenia na różowe paznokcie, przybory do makijażu, kolorowy magazyn pospiesznie wrzucany do torebki, wciągane na nogi pończochy. Bohaterka sięga po szminkę, przysuwa ją do ust, następuje zbliżenie na wargi, następnie szersze ujęcie i… szok. Nie taką twarz wyobrażał sobie widz, obserwując zmysłowe kołysanie biodrami i zgrabne, kobiece ciało.

Bree Osbourne (w tej roli znana z serialu „Gotowe na wszystko” Felicity Huffman) urodziła się mężczyzną. Jako chłopiec imieniem Stanley, nie mogła się pogodzić ze swoją płcią. Przez lata nie potrafiła oswoić się ze swoją męskością. Decyzja o podjęciu terapii hormonalnej i przygotowaniu do operacji zmiany płci, była więc tylko kwestią czasu. Gdy Bree dostała zgodę na przeprowadzenie zabiegu, jej radość nie miała końca. Nieoczekiwanie dzwoni jednak telefon. Przebywający w więzieniu niejaki Toby (Kevin Zegers) chce rozmawiać ze Stanleyem, swoim… ojcem. Bree przypomina sobie okres młodości i ten moment, kiedy Stanley przestał być prawiczkiem. O istnieniu Toby’ego nie miała pojęcia, nie spodziewała się też konsekwencji, jakie przyniesie informacja o jego istnieniu. Jej terapeutka cofa zgodę na przeprowadzenie operacji. Stawia sprawę jasno, jeśli Bree chce by zabieg doszedł do skutku, musi spotkać się z synem i wyciągnąć go z tarapatów.

Bree nie zamierza wyjawić chłopcu prawdy. Podaje się za przedstawicielkę kościoła i zamierza odstawić Toby’ego do domu jego ojczyma. Nie jest to jednak takie proste, jakby się mogło wydawać. Nic nie pójdzie zgodnie z planem i w pewnym momencie Osbourne stanie przed niezwykle trudnym wyborem.