Michael Bay postanowił odpocząć trochę od przygód gigantycznych robotów i zwrócił się w kierunku nieco bardziej przyziemnym. Tym razem serwuje widzom przygody gigantycznych idiotów. Oparta na faktach historia kulturystów, którzy postanawiają obrabować bogatego klienta siłowni, w wykonaniu Baya miała przede wszystkim pokazać ogrom głupoty wspomnianych sportowców. I tak Wahlberg, Johnson, czy Mackie, mają za zadanie biegać po ekranie z debilną miną na twarzy, robiąc przy okazji rzeczy tak kretyńskie, że widz patrzy na to wszystko z politowaniem.

Głównym bohaterem jest mięśniak Daniel Lugo, który ma już dość harowania jako trener fitness i za namową charyzmatycznego Azjaty, postanawia zostać człowiekiem czynu, który zrobi wszystko, aby dopiąć celu. A jego celem jest łatwy zysk. Opowiada o swoim planie dwóm równie mało inteligentnym kolegom: Doyle’owi, który po wizycie w więzieniu odnalazł w swoim życiu Boga (ale przez cały film nie robi absolutnie nic, co mogłoby świadczyć o jego nawróceniu) oraz Doorbalowi mającemu problemy z erekcją. Razem, po kilku nieudolnych próbach jeszcze mocniej podkreślających ich głupotę, porywają wreszcie Victora Kershawa w celu wyłudzenia od niego pieniędzy. Jak łatwo się domyślić, sprawy zajdą za daleko i wszystko zacznie się coraz bardziej komplikować.