To najlepszy thriller, jaki czytałam do tej pory! To nie moje słowa zachwytu, ale emocjonalny komentarz do oddawanej mi książki, którą najpierw pożyczyłam mojej koleżance. Po „Kontrakcie Paganiniego” wiedziałam, że duet szwedzkich pisarzy, kryjący się pod tym pseudonimem, tworzy dobre powieści kryminalno-sensacyjne. Bez wahania więc pożyczyłam jego najnowszą powieść, będąc pewną, że daję jej dobrą rozrywkę.

Ale żeby aż tak!? – pomyślałam. A miałam nad czym się zastanawiać, bo powiedziała to czytelniczka wytrawna, mająca za sobą kilometry tytułów. Zaczęłam więc czytać z wysoko postawioną poprzeczką wymagań i… już wstęp pozbawił mnie sceptycyzmu i rozwiał wszelkie wątpliwości, że mogę mieć odmienne zdanie. I żebym nie miała jakichkolwiek złudzeń, że może się cokolwiek podczas dalszego czytania zmienić, dostałam młotkiem w głowę. Prawie dosłownie, bo scena morderstwa z użyciem tego narzędzia bolała mnie niemal realnie i gdyby to był film, na pewno zamknęłabym oczy przed siłą emocji i szczegółowością oraz namacalną realnością opisu zdarzeń.

Jej grozę spotęgowało miejsce, w którym się wydarzyła – ośrodek dla dziewcząt niedostosowanych społecznie. Same najtrudniejsze przypadki – zaburzenia osobowości, samookaleczenia, depresje, kradzieże, uzależnienia, agresja fizyczna i słowna, niekonwencjonalne, wyzywające i nieprzewidywalne zachowanie. Dla osoby z zewnątrz przerażające środowisko z odczuwalną niepewnością i brakiem poczucia bezpieczeństwa w kontaktach z mieszkankami ośrodka. Na dodatek scena rozegrała się o północy, kiedy dziewczyny spały, a jedyną czuwającą w budynku była dyżurująca pielęgniarka. I nagle te niezrozumiałe szepty, te uchylone, a może niedomknięte tylko drzwi, ten zaczynający wściekle ujadać pies za oknem z niewyraźną sylwetką postaci w głębi ciemnego korytarza.

Można zacząć się bać! Na tyle jednak paraliżując zdolność myślenia, by nie zdążyć uciec przed zabójcą. Przed śmiercią zbliżającą się z każdym krokiem i z każdym uderzeniem młotka. Uwalniającym wprawdzie od strachu bohaterkę, ale nie mnie, pozostającą w lekkim oszołomieniu.

Tagi: Świadek, Lars Kepler, thriller, książka, recenzja.