„Solista” stanowi zgrabne połączenie dwóch tematów, które szczególnie lubię oglądać na kinowym ekranie, a więc muzyki i choroby psychicznej.

Tytułowy bohater cierpi bowiem na schizofrenię, którą świetnie przedstawiono m.in. w „Pięknym umyśle”, „Locie nad kukułczym gniazdem”, „Pająku” czy „Wyspie tajemnic”. Jeśli dodamy do tego, że jest genialnym muzykiem, film okazał się być dla mnie pokusą nie do odparcia. Niestety „Solista” nie spełnił moich oczekiwań – może były zbyt wygórowane, a może mam rację i piękna oprawa przeważyła nad autentycznością.

Film powstał na podstawie  książki, opartej na prawdziwych zdarzeniach. Dziennikarz Steve Lopez natyka się na ulicy na grającego na skrzypcach bezdomnego. Jak się okazuje, Nathaniel Ayers był uczniem prestiżowej Julliard School of Music, z której jednak został wyrzucony wskutek postępującej schizofrenii. Zaintrygowany Steve postanawia opisać życie bezdomnego muzyka w swojej kolumnie, a także pomóc mu wrócić do normalnego życia.