Długo się zastanawiałam, czy obejrzeć „Smerfy”, trochę się bałam, co wysmerfują reżyser i scenarzysta. W końcu jednak się zdecydowałam i mogę powiedzieć, że było smerfastycznie.

Smerfy zastajemy w wiosce, przygotowujące się do Festiwalu Księżycowego. W przygotowaniach uczestniczą wszyscy mieszkańcy wioski, jedynie Smerf Ciamajda bardziej przeszkadza niż pomaga. To on też sprowadza na społeczność Smerfów nieszczęście w postaci Gargamela.

Uciekając przed złym czarownikiem i jego nieodłącznym towarzyszem – Klakierem, Papa Smerf, Smerfetka, Ważniak, Ciamajda, Maruda i Śmiałek przedostają się przez magiczny portal do Nowego Jorku, gdzie chaos jest na porządku dziennym („Co to za posmerfione miejsce?”).