Janusz Leon Wiśniewski jest jednym z niewielu twórców, który potrafi zachwycić mnie zarówno w długiej formie, jak i krótkiej. Jego „Molekuły emocji” i „Łóżko” – zbiory króciutkich opowiadań i esejów – przekonały mnie o tym już wcześniej, dziś zaś potwierdziły to „Ślady” – kolejny zestaw nieobszernych, naładowanych emocjami tekstów, które dotąd znane były niemal wyłącznie czytelniczkom magazynu „Pani”.

Od pierwszych chwil Wiśniewski przenosi czytelnika do świata intymności. Jego bohaterowie obnażają swoje dusze, umysły i ciała, nie ukrywają się za kurtynami, a przy tym nie epatują ani cierpieniem, ani nagością, ani przesadą. Bo każda z emocji, choć silna, jest tutaj odpowiednio wyważona. Z tego autor – wrażliwy, subtelny, przenikliwy – zresztą słynie.

Wiśniewski uwielbia pisać o ludziach. Prawdziwych, zwyczajnych, normalnych. Mierzą się oni z codziennymi problemami, walczą z bolesnymi wspomnieniami, zmagają z własnymi demonami. Są tacy, jak każdy z nas – okaleczeni, naznaczeni przez los. Każdy ma do opowiedzenia jakąś historię. Każdy z czymś się zmaga…

Kolejny już raz pisarz udowadnia, że nie potrzeba wielu słów, aby w kompletny sposób opowiedzieć prawdę o życiu, człowieku, ciele i duszy. Że nie potrzeba wielu środków, by wywołać wzruszenie i poruszenie.

Tagi: Ślady, Janusz Leon Wiśniewski, recenzja, opowiadania, eseje.