Trzydziestoletni Brandon (Michael Fassbender) mieszka w Nowym Jorku. Ma świetną pracę, na brak kasy nie narzeka, a od kobiet nie może się wręcz opędzić. Przystojny, zadbany, na płeć przeciwną działa jak magnes. Kumple stają wręcz na uszach by poderwać w knajpie jakąś ładniejszą laskę, ale to Brandon ma zawsze urocze, damskie towarzystwo gwarantujące noc. Nie są to oczywiście dłuższe związki, a jedynie pospieszne numerki, po których rano zostaje jedynie lekkie zmęczenie i zmięta pościel. Szybki seks z poderwanymi dziewczynami nie zawsze potrafi zaspokoić pragnienia bohatera. Wtedy ratunkiem okazuje się pornografia lub prostytutki na telefon. Nawet firmowy laptop pełen jest filmów dla dorosłych.

Brandon mieszka sam w eleganckim mieszkaniu, cieszy się więc nieograniczoną swobodą. Do czasu, aż w drzwiach pojawi się jego siostra Sissy (Carey Mulligan), dziewczyna niestabilna emocjonalnie, która nie potrafi sobie poradzić ze swoimi uczuciami i życiem. Jej pobyt w mieszkaniu Brandon traktuje jak zło konieczne. Zachowanie siostry go drażni, jej problemy irytują. Nie traktuje kobiety poważnie, widząc w niej uciążliwą współlokatorkę i histeryczkę. Pragnąc samotności, odrzucając bliskość, odsuwa spragnioną czułości Sissy.

Co zaważyło o tym, że bohaterowie „Wstydu” Steve McQueena pogubili się w życiu? Trudno stwierdzić. Coś w ich dzieciństwie musiało być nie tak, bo rodzeństwo ma problemy z nawiązaniem więzi nie tylko z innymi, ale nawet między sobą. Każde z nich ma wygląd i umiejętności, które dają szansę na całkiem niezłą przyszłość. On robi karierę w firmie komputerowej, ona nieźle śpiewa. W życiu prywatnym sobie jednak nie radzą. Nie potrafią stworzyć stałych związków, jej właśnie się rozpadł, on niby spotyka się z koleżanką z pracy, ale mimo obiecujących początków znajomość nie toczy się najlepiej.