Oczywiście, zawsze na podorędziu były pisma religijne (…). Bardziej atrakcyjny był Kot Korky we wspaniałym technikolorze i Wielgachne Ja-jo w „Dandy” i w „Beano”.

Na pierwszych stronicach tych komiksów, jak po otwarciu magicznego okna, natrafiało się na takich bohaterów jak Dan Desperat, Lord Zadarty Nos, Horace Głodomór, Wścibska Kaśka, Juliusz Cyzer i Jimmy ze swoją Czarodziejską Przepaską, którzy zapewne pierwsi dali mi przedsmak uciech płynących z czytania powieści.

Komiksy kursowały w szkole z rąk do rąk, zazwyczaj mocno podniszczone, ale od czasu do czasu matka przywoziła z Castledawson komiks nowy, bez jednego zagięcia, a jego kilka podstawowych barw krzykliwie zapowiadało emocje, jakich miał dostarczyć.