Biorąc pod uwagę obecną swobodę obyczajów, wyrażania myśli i to, że trzeba naprawdę się postarać, by przeciętnego Europejczyka czymś zszokować, zawsze niezwykle ciekawa wydaje mi się podróż w przeszłość do czasów pełnych zasad, rygorów, konwenansów, czasów, w których pochodzenie czy płeć determinują przyszłość.

Niełatwo współczesnemu czytelnikowi odnaleźć się w świecie sztywnej hierarchii, w którym nie wychodzi się poza swoją rolę (jeśli nie chce się okryć hańbą, zostać wykluczonym, stracić pracę czy szacunek), a przechadzanie się boso po trawniku przez osobę cieszącą się poważaniem, urasta do rangi szaleńczego wybryku wywołującego zgorszenie.

„Tajemnice Rutherford Park” Elizabeth Cooke to historia o takim właśnie świecie. W wielkim angielskim domu, każdy członek bogatej rodziny Cavendishów zna swoje miejsce.

Lady Octavia jest jak ptak w złotej klatce. Ma pięknie wyglądać, godnie reprezentować rodzinę i… właściwie tyle. Domem się nie zajmuje, na dwór nie wychodzi, chyba, że od czasu do czasu na letni czy wiosenny spacer, bądź w sezonie polowań z udziałem gości. Dzieci wychowywać nie powinna, od tego ma przecież służbę. Zwykle posłuszna, w tym jednym łamie zasady i niejednokrotnie ktoś zauważy ją, jak – o zgrozo – przytula syna lub którąś z córek. Robi to pod nieobecność męża. William, dzięki posagowi jaki wraz z młodą żoną pojawił się w jego życiu, postawił na nogi majątek i obecnie to na nim skupia się jego uwaga. Próżno w tym mężczyźnie ze szlacheckim tytułem szukać choć odrobiny szaleńczych uczuć. Te już od dawna między małżonkami przygasły, a któregoś dnia Octavia odkrywa, że prawdopodobnie przerzucił je na inną kobietę. Scena pocałunku jakiej była świadkiem to jednak jedynie mała zapowiedź tego, z czym przyjdzie jej się zmierzyć, a analiza jej związku z mężem zakończyła się smutnym wnioskiem. Być może on nigdy jej nie kochał, traktując jak dobrą inwestycję, a nie obiekt uczuć.

Córki Cavendishów bezwzględnie należy dobrze wydać za mąż, syn Harry powinien pójść w ślady ojca, choć ani myśli to czynić. Nie marzy mu się żywot krezusa w zakurzonym gabinecie, stosy papierów, rachunków i wytężanie analitycznego umysłu. Jego myśli szybują daleko wyżej niż wznosi się dach rodzinnego Rutherford Park. Chce zostać pilotem.

Rozerwanie pomiędzy powinnością, a skrytymi pragnieniami jest w tej rodzinie ogromne. Marzą mniej lub bardziej otwarcie o tym, co według przyjętych zasad jest poza ich zasięgiem. Kto będzie tym pierwszym odważnym, kto postanowi wyłamać się ze schematu i dać sobie szansę na inne życie?

Tagi: Elizabeth Cooke, "Tajemnice Rutherford Park", recenzja, powieść obyczajowa.