Nareszcie tąpnęło! Gender robi furorę! Rozstawia ludzi na lewo i prawo, trochę zostawiając pośrodku. Na moich oczach całkowita niewiedza na temat tego zjawiska społecznego zamieniła się w ciągu ostatnich kilku miesięcy na zaciekawienie, świadomość, że coś takiego jest i zalew memów. No i oczywiście na burzliwą dyskusję (czasami mam wrażenie, że wojnę) między tymi więcej wiedzącymi z każdej opcji.

Świadomie użyłam wyrażenia „zjawisko społeczne”, bo każde inne jednoznacznie sugeruje przynależność osoby go używającej do określonej opcji. Do tych opowiadających się za, więc posługujących się określeniem nauka, do tych przeciw używających określenia światopogląd lub do tych pośrodku używających najpowszechniejszego – gender. A ja chcę tego zaszufladkowania uniknąć, bo jestem na etapie badania i analizowania tego zjawiska. Odkąd o nim usłyszałam, a było to około dwóch lat temu, nadal poszukuję wiedzy na ten temat, sięgając po publikacje z każdego obozu. Przysłuchuję się debatom przedstawicieli różnych grup społecznych, próbując ogarnąć je całościowo. Wysłuchać racji każdej ze stron.

Zaczęłam od artykułów w czasopismach i broszur, bo ich forma dostarczała mi wiedzy podstawowej i skondensowanej. Idealnie podanej osobie, która dopiero wchodzi w to zagadnienie. Dopiero z taką bazą wiedzy odważyłam się sięgnąć po formę rozbudowaną czyli książkę. Przypadek sprawił, w osobie mojej koleżanki z obozu przeciw, że zaczęłam od tej właśnie pozycji. Skrajnie prawicowej, jeśli mogę tak określić jej wydźwięk, w której autorka, ze wszystkich współczesnych filozofów polskich, powołuje się na sobie podobnego Ryszarda Legutkę, którego nie polubiłam za styl przekazu w „Eseju o duszy polskiej”. Autorki znanej z kontrowersyjnej publikacji „Harry Potter – dobry czy zły?”. Miałam świadomość, że wkraczam do jaskini lwa!

Już pierwszy rozdział upewnił mnie, że przyjęta przeze mnie strategia zgłębiania zjawiska gender okazała się jak najbardziej słuszna. Autorka nie napisała pozycji propedeutycznej. Jeśli napomyka o pochodzeniu i znaczeniu pojęcia gender, to robi to skąpo i w połowie książki. Na początku wprowadza wręcz zamęt pojęciowy, używając nowego określenia, które nie ma oficjalnego odpowiednika w języku polskim – gender mainstreaming. Swoje przesłanie?, misję?, apel?, bo waham się nad jednoznacznym określeniem charakteru publikacji, kieruje do czytelnika poszukującego szerszej wiedzy o gender w kontekście religijnym, kulturowym i społecznym. Jego wpływie na społeczeństwo i jego skutkach w każdej dziedzinie życia. Jest przy tym bardzo subiektywna nie tylko światopoglądowo, pisząc ją z punktu widzenia katoliczki, ale i narodowościowo, ograniczając się tylko do Niemiec, narodu niemieckiego i niemieckiego Kościoła katolickiego. Pozornie książka napisana o społeczeństwie niemieckim w kontekście gender i dla Niemców, a ściślej – katolickiej ich części, ale jeśli się w nią zagłębić, to można ujrzeć jej profetyczny charakter w stosunku do Polski.

Tagi: gender, zjawisko społeczne, tabu, prawica.