To se už ne vrati. Nie wierzę, że Redhoci jeszcze kiedykolwiek zabrzmią tak jak przed laty. Tak samo, jak nie wgryzam się w rozważania o wyższości Johna Frusciante nad Dave’em Navarro albo na odwrót.

Początek albumu „One Hot Minute” (1995) od pierwszego słuchania do dziś wbija mnie w fotel równie mocno. Przed czterdzieści sekund, jak w thrillerze, rośnie napięcie. Stłumione dźwięki basu, bębnów i głosu Kiedisa. Bomba wybucha i wchodzi gitara Navarro. Zaczyna się fenomenalna jazda do przodu.