- Wiem kim chciałabym być z zawodu.
- Jesteś przecież aktorką.
- Ale chciałabym być przewodniczką górską.
- W takim razie tu, w Nadrenii, na pewno szybko znajdziesz pracę.
- Nie tutaj. W Himalajach. Będę towarzyszyć tybetańskim dzieciom w ich ucieczce.

Taki pomysł, a może kaprys, wpadł do głowy Marii Blumencron. Skacząc po kanałach telewizyjnych, natrafiła na temat, który ją zainteresował, ucieczkę tybetańskich dzieci przez Himalaje do Indii. Reportaż był niezwykle dramatyczny. Pewien alpinista, przemierzając obszar znajdujący się na granicy Tybetu i Nepalu, natrafił na zwłoki tybetańskich dzieci. Dziewczynka mogła mieć najwyżej dziesięć lat, chłopiec nawet mniej. Zmęczone, pozbawione rodzicielskiej opieki dzieci zamarzły w czasie wędrówki.

Maria Blumencron nie została przewodniczką górską, ale opowiedziała historię pewnej ucieczki, „Ucieczki przez Himalaje”.

Gdy spojrzeć na zamieszczone w książce fotografie, gdy przyjrzeć się tym czy jakimkolwiek innym dziecięcym twarzom, ciężko pojąć, że można własną pociechę skazać na morderczy marsz przez najwyższe góry świata. Co popycha rodziców do podjęcia tak drastycznych kroków?

Jest tak wiele różnych powodów, dla których tybetańskie matki powierzają swoje dzieci przewodnikom (…). Często są to względy finansowe. Przede wszystkim, w daleko położonych regionach Tybetu panuje tam straszna bieda. A na domiar złego, ci ubodzy ludzie muszą płacić Chińczykom absurdalne i bardzo wysokie podatki: od skór za bydło, od wełny, opłaty pastwiskowe za trawę, którą żywią się zwierzęta, podatki od wody, od gruntów, od ludzi – od głowy w każdej rodzinie! (…) Dalej, nie można mieć więcej niż dwoje. Jeśli tybetańska kobieta urodzi więcej niż dwoje, musi płacić wysokie kary.

soy-como-el-viento.blogspot.com

Obecność Chińczyków w Tybecie to prawdziwy problem. Chcą kontrolować wszystko, od polityki rodzinnej po szkolnictwo, podatki czy religię. Wielu rodziców nie stać na to, by posyłać do szkoły swoje dzieci, a nawet jeśli to od drugiej klasy nauka odbywa się wyłącznie po chińsku, co skutecznie uniemożliwia śledzenie lekcji większości tybetańskim uczniom. W szkole mali Tybetańczycy są przedmiotem szykan. Chińscy koledzy i koleżanki ich nie oszczędzają. Brak wykształcenia przekłada się na brak możliwości znalezienia pracy. Wiele dzieci chodzi głodnych, w lichych ubraniach. Jaka czeka je przyszłość?

Tagi: Tybetańczycy, Chińczycy, ucieczka, warunki życia, tybetańskie matki.